..:: Serious Magazine ::..
wydanie 14

  Wstępniak
  Fairy Castle czyli Zaklęty Zamek
  Piano v1.0
  Prezentacja Fairy Castle, Piano
  Klimat...
  Profesor
  Nowoczesne zakupy...
  Postać Atari - Nir Dary
  List do mnie i o mnie - Jabol
  Teraz ja!
  Dekoder
  Humor w Serious'ie
  Recenzja, polemika: Numen
  Nowy
  K.S.O. 2T06 TURBO
  Notka - TURBO 2T06
  Moja przygoda z Atari..
  Zabobony
  Sidcar
  Design Master
  Próbnik - trzecie oko elektronika
  Sterowanie biologiczne
  Jak się pozbyć...
  Grzebanie w popiele
  Nakładka
  Kontroler obrazu
  Jaka dokładność?
  Atari w Internecie
  LCD
  Gadżet
  Gadżet - demo
  Zestaw kilku prac

  Wyjście
Moja przygoda z Atari..


      Zaczęła się parę ładnych lat temu, nawet już nie pamiętam kiedy. Jak u większości tak i u mnie przygoda z tym cudem techniki rozpoczeła się w podstawówce, ale niestety nie w czasie największej świetności, a już gdy przebrzmiały echa świetności. No bo w 1995 nie było już na Atari bumu, to się wykruszało. Mam tu na myśli użytkowanie Atari przez zwykłego szarego człowieka bo ludziki jak widać do tej pory nie mogą się rozstać (nie tyle nie mogą co nie chcą). Na początku były gry, których nie ma nad gry na Atari. Ja nie spotkałem nigdzie na żadnej później maszynie gier z tym czymś co sprawiło moje okulary na nosie i wiele nieprzespanych nocy, z których ani jednej nie żałuję, bo każdą będę pamiętał do końca życia. I tak chyba będzie już do końca, ja po prostu uwielbiam tą rozpikselowaną grafikę i te dźwięki z Pokey'a, które tworzą klimat niepowtarzalny. Cała tajemnica tego polega na tym, że niedokładna grafika i dźwięk zmuszają do wyobraźni i dlatego każdy tą samą grę widzi trochę inaczej bo każdemu co innego dopowiada umysł. Do moich ulubionych gier zaliczają się - absolutny numer jeden wśród gier na Atari: <baczność>AGENT USA <spocznij>, Liga Polska (ta Sikor Soft'u z 1995), Inspektor, Biodefense, Miecze Valdgira 2 (jedynka była do bani) Dagobar, Przemytnik, Monstrum (mogliby dać trochę więcej żyć ;-) Perły Orcky'ego, Inny świat, Mózgprocesor (klimat, klimat i jeszcze raz klimat!! - ma ktoś wersję odbezpieczoną bez żądania litery z instrukcji?), Adax, Upiór, Zamek na Wzgórzu, Piekiełko i wiele, wiele innych. Każda gra na Atari miała w sobie coś, ale niektóre mi się mniej podobały. Wypisałem większość tych, z którymi spędziłem przynajmniej jedną noc:-)

Później przyszedł czas na dema. W tego typu twórczości to się wręcz rozkochałem. Postaram się wymienić większość, które mi się podobały z jakiegokolwiek powodu (kolejność - jak przyjdzie mi do głowy): Pierestrojka, Self Control Mix, Lake (jak macie pod emulator, błagam, podeślijcie!), Magnetic, GCA Sound Collection, Equation of Time, The Demo 2, Time to enjoy, West Bank (preview gry), Fucked Vocalbulary (Liebich napisał kapitalną muzę), paru nazw dem nie pamiętam. Jakieś 2 lata później zacząłem się bawić XL-Artem, ale wgrywanie z kasety kolejnych rysunków to był koszmar, poza tym zraziłem się trochę do kaset (wtedy jeszcze nie miałem stacji) po tym jak kaseta się rozmagnesowała i rysunki przestały się wczytywać :-/ Teraz to mnie to śmieszy, ale wtedy to była dla mnie rozpacz ;-( Zachęcony archwialnymi numerami Bajtka (żadne pismo wydawane teraz nie dorównuje jakością treści i absorbowaniem czytelnika przy lekturze, mimo że mają jak małpa kitu specjalistów od dizajnu :-), marketingu i innych bzdur) zacząłem bawić się Basic'iem i tak oto powstał mój pierwszy program, który poniżej:

    10 PRINT "CZESC"
    20 END
A cieszył bardziej niż każdy następny napisany na grzyba (a miałem już wtedy grzyba!)

Na Atari nigdy poza Basic i przegrywanie gier dla kolesi z jednego standardu Turbo i na Normal i odwrotnie nie wyszedłem. W 2000 roku kupiłem jeszcze cały następny komplet Atari (klawiatura 65 XE, zasilacz, stacja CA2001 + kupa dysków za 40zł!!). Tu przyszedł czas na 10-cio poziomowego Robbo zrobionego oczywistym programem (Robbo Konstruktor). Stacja dysków nakręciła we mnie chęć skatalogowania wszystkich swoich użytków na ten właśnie sprzęt i tak powstała pierwsza w moim życiu baza danych i to na Atari. Nazwy programu za nic sobie nie przypomnę, ale pamiętam, że miał jedną cechę, która mnie wnerwiała: nie dołączał boot-a do bazy danych nagranej na innym dysku niż sam program tzn. żeby odczytać jakąś bazę to musiałem najpierw wczytać program główny i dopiero później daną bazę. Próbowałem zdolności muzykalnych, ale nic z tego nie wyszło, jak miałem 10 lat to na głowę najechał mi fiat :-D

A teraz: nie ma na nic czasu :-( Są pecety, które są wygodniejsze itd. Jest emulacja, która eliminuje praktycznie do zera problem długości wczytywania, problemów i plątania się kabli itp. Nie sądziłem, że coś mnie jeszcze zachwyci na Atari w tych czasach, ale jest taka rzecz, tylko nie wiem z któ rego to jest roku. To jest nagranie Jakuba Husaka - Wodospadem czasu nie wiem jak ten człowiek to zrobił, ale zrobił to!! Przychodzi co i raz taki czas, że podłączamy z kolesiem Atari pod telewizor i monitor jednocześnie (jak ktoś pamięta program Joystick, który prowadził ten pajac Malajkat to wie o co chodzi - dwa monitory tyłami do siebie), kupujemy kratkę piwa, pannom mówimy, żeby sobie gdzieś poszły i tniemy w Robbo :-) I wtedy liczy się tylko Atari i nic więcej :-) Pozdrawiam wszystkich ludzików, którzy rozumieją co ja tu napisałem i przeżyli to samo.

      Wspomnienia wypocił...

Tomek    Napisz do mnie


Następny artykuł Do góry Poprzedni artykuł