Czy istnieje życie po śmierci?


      O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego człowiek np. umiera w łóżku i budzi się rano jakby był to sen.

      Doświadczenie własnej śmierci można przyrównać do innych zjawisk z dziedziny parapsychologii. Że coś takiego się zdarza, nikt nie wątpi, natomiast wyjaśnień, dlaczego tak się dzieje, jest tyle, ilu ludzi zajmujących się tym problemem. (Dr. Parapsychologii Richard Broughton). Kiedy Kgb postanowiło zamordować Cotne Rodonaja, gruzińskiego dysydenta, nie pozostawiono mu najmniejszej szansy. Najpierw go potrącili a potem dla pewności przejechali. Przyjechało towarzystwo (policja, pogotowie itd.) i zabrali go do kostnicy i natychmiastowo go zamrożono. Po co? Nie wiecie? Po to by zrobić sekcję zwłok! Po trzech dniach, kiedy patolog wykonywał pierwsze nacięcia otworzył oczy, doktor zamknął je i kontynuował pracę, lecz jak na złość otworzył znowu oczy. Nie było wątpliwości na przekór wszystkiemu, Rodonaja ożył. Sam fakt że Cotne Rodonaja ożył i przeżył taki wypadek to cud. Lecz najdziwniejsze dopiero przed wami. Miał wrażenie, że znalazł się w świetlistym świecie, w którym nie obowiązywały prawa fizyki. Mógł przemieszczać się dokąd chciał, przechodzić przez ściany, czytać ludzkie myśli i odbywać podróże w czasie. Lekarze nie uwierzyli by mu gdyby nie dowody jakie przedstawił. W czasie swej "podróży" słyszał płacz noworodka w pobliskim szpitalu. Dzięki swej percepcji zdołał zobaczyć że ma pęknięte żebro czego lekarze nie zauwarzyli. Po odzyskaniu mowy natychmiast zawiadomił szpital. Oczywiście Rodonaja nie mógł wiedzieć o istnieniu dziecka a zwłaszcza o jego biodrze. Jednak prześwietlenie promieniami rendgena udowodniło słowa zmartwychwstałego. Dotychczas jednym wytłumaczeniem tej tajemniczej i dziwnej historii jest podana przez niego wersja. Cotne Grigoriewicz Rodonaja, "zmarły" w 1976r, mieszka obecnie w Teksasie i jest pastorem w kościele metodystów. Z doświadczeniem własnej śmierci (ang. NDE Near Death Experience) mamy do czynienia, kiedy człowiek umiera i ma wizję życia po śmierci, zanim wróci do świata żywych. Czy jest to kłamstwo?

      Przeprowadzone badania w 1992r, dowiodły, że w samych Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej 13mln ludzi przeżyło własną śmierć. Typowe NDE zaczyna się od tego, że umierający opuszcza swe ciało i zaczyna widzieć świat z lotu ptaka. Następnie wchodzi do tunelu, na którego końcu lśni jasne światło. Kiedy dociera do tzw. światła ukazuje się wizja Boga. W niektórych przypadkach owa wizja zastąpiona jest obrazem piekła. Po wejściu w strefę światła umierający słyszą głos zadający im pytania. Czy udało się im coś osiągnąć? Czy zrobili coś złego? Następnie głos stwierdza że mają coś jeszcze na ziemi do zrobienia i muszą tam wrócić. Niechętnie poddają się tym rozkazom a po powrocie na ziemie ich pogląd na świat się zmienia. Śmierć nie budzi już obaw, a dotychczasowy materializm zostaje zastąpiony postawą nakierowaną na sprawy duchowe. Podobieństwo cechujące większość opisów tych stanów sugeruje, że mamy doczynienia z czymś, co dzieje się naprawdę. Wciąż jednak pozostaje pytanie: czy jest to przemiana duchowa, czy tylko wynik zmian psychofizycznych?

      Dr. Susan Blackmore (czyt. Blakmor), psycholog z Uniwersytetu West of England, twierdzi, że wiele opisanych sytuacji jest wynikiem niedotlenienia mózgu. "Gasnący mózg może wciąż budować modele świata," twierdzi doc. Blackmore "tyle że nie będą powstawać w oparciu o doświadczenia zewnętrzne, lecz z pamięci i wyobrażni. Podobnie jak sny i wspomnienia, mogą one być oglądane z perspektywy ptaka." Teoria doc. Blackmore stała się przedmiotem ostrej krytyki. Profesor David Fontana z Uniwersytetu Minho w Portugalii podkreśla, że w wielu relacjach pojawia się zupełnie nowe dla opisujących je osób, zdarzenia, które nie mogły pochodzić ze wspomnień, czy też wyobrażni. Potwierdziły to eksperymenty przeprowadzane na ochotnikach, którzy zgodzili przebywać się w komorze z ograniczoną ilością tlenu. Ich sprawność fizyczna, jak i pasychiczna, oraz pamięć, zmniejszyła się znacznie. "Opowieść o wizjach życia po śmierci mogą być wytworem fantazji, wyolbrzymienia i dojasnych domysłów. Ludzie rozpaczliwie potrzebują dowodów na życie po śmierci." doc. Su san Blackmore. Mimo że niektórzy mieli halucynacje, ich wizje w niczym nie przypominały klarownych opisów stanu, w jakim się znajdowali umierający. Według doc. Blackmor "samo niedotlenienie mózgu nie wyjaśnia stanu, w jakim znajdowali się umierający ludzie. Być może jest to efekt zwiększonej endorfiny."

ENDORFINA - substancja działająca podobnie jak morfina, ale uwalnia mózg pod wpływem stresu. To dzięki niej np. w razie złamania kości, jesteśmy w stanie poradzić sobie z bólem. Zatem w momencie śmierci endorfiny stanowiła by coś, w rodzaju tabletki nasennej. Argument z endorfiną ma swój słaby punkt. Mózg, który próbował uwolnić organizm od bólu, starałby się raczej wytworzyć przyjemne wizje. Niestety, nie wszyscy odwiedzają kraj miłości i spokoju, niektórzy odwiedzają swój nocny koszmar czyli piekło.Podobnie jak wizje nieba, i piekła są bardzo podobne. Doktor Maurice Mawlings, kardiolog, opisywał swoje podróże jako podróże do wnętrza piekieł. Oto jedna z takich informacji. " Spoglądałem z góry na swoje ciało, leżące wciąż na stole operacyjnym. Nagle zostałem wciągnięty do ciemnego miejsca. Powietrze było tak gorące że nie dało się tego opisać. Byłem przerażony. Miałem wrażenie, że coś mnie obserwuje, i wtedy zaczołem krzyczeć i znalazłem się w swoim ciele. Od tej pory bardzo boję się śmierci. Nie potrafię zasnąć przy zgaszonym świetle." Argument o wpływie endorfiny staje się jeszcze mniej przekonywujący, jeśli się weżmie pod uwagę tzw. "efekt zbiega". Jak podkreśla profesor Fontana, bardzo niewielu sportowców, którzy podczas zawodów mają podwyższony poziom endorfiny, dzięki czemu ich wydolność się zwiększa, doświadcza czegoś, co przypominałoby wizję ludzi którzy przeżyli własną śmierć. Znane przypadki doświadczenia własnej śmierci dotyczyły jednak takich sportowwców, jak samotni żeglarze, czy alpiniści. Jednak, jak twierdzą świadkowie, były one związane nie tyle co z efektem zwiększonego działania endorfiny. W 1994r. Alpinistka Jacqui Greaves odpadła od ściany w szkockich górach Caringorms i spędziła tam 16 godzin w lodowatym kamieniołomie. "Czułam się bardzo dziwnie, miałam wrażenie, że opuściłam swoje ciało i znalazłam się w pięknej, błękitnej krainie. To było cudowne uczucie, a co najwarzniejsze, nie czułam zimna." Być może to dzięki temu doświadczeniu, Jacqui znalazła siły, by zbudować sobie ze śniegu osłonę.

Ciekawostki

      Świadek który przeżył własną śmierć:

W 1977 po poronieniu "umierała" trzykrotnie. Dzisiaj jest czołową badaczką zjawiska "życia po życiu".

Umarłam ale wróciłam. W czasie, kiedy byłam martwa, doświadczyłam czegoś tak niezwykłego, że nie tylko potrafię tego zrozumieć, ale nawet nie jestem w stanie tego przekazać. Byłam po drugiej stronie tego świata. To, co przeżyłam, przyćmiło co wszystko widziałam. Od momentu, w którym udało mi się zaakceptować, moje dotychczasowe życie pełne napięć i stresów.

Co naprawdę widziała pani P. M. H. ATWATER? Czy zobaczyła Boga? Nikt tego nie wie!

Żywe Trupy

      Wciąż bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy mówiąc, że ktoś przeżył własną śmierć, mamy na myśli że umarł i zmartwychwstał, czy też, przez jakiś czas po prostu nie dawał oznak życia. Pomyłki lekarzy w stwierdzeniu czyjegoś zgonu są coraz częstsze.

2 grudnia 1995r. jeden z wychodzących w Chinach dzienników opisał przypadek 81 letniej kobiety, która obudziła się przed swoją kremacją. Leżała już na wózku, na którym miała wjechać już do pieca rekramatoryjnego, kiedy jeden z pracowników zobaczył że poruszyła ręką i zatrzymał wózek.

W 1992 roku w Londynie 71 letniego mężczyzny uznano za zmarłego po tym, jak zakrztusił się kością kurczaka. Trzy dni po pogrzebie grabarze usłyszeli pukanie z trumny i odkopali go. Był żywy!

Historia kobiety pogrzebanej w Gaenhiem w Niemczech w 1986 roku jest chyba najbardziej wstrząsająca. Zaraz po pogrzebie zasypując grób grabarze usłyszeli słabe pukanie dobiegające z trumny. Przez dziesięć minut nasłuchiwali coraz słabszego pukania, kiedy ucichło - zasypali grób.

Tekst dostarczył Piguła/Shpoon