Mleko... już nie odpowie!


      Poniższy tekst został napisany już bardzo dawno temu, w jakże innej sytuacji. Ponieważ jednak nie chcę zrezygnować z jego publikacji, a sytuacja dzisiaj jest już diametralnie różna, proszę wszystkich o wyrozumiałość wobec progu czasowego jaki zaistniał...

Jeszcze Polska nie zginęła...

      Inspiracją do napisania tego artka był opublikowany w świątecznym wydaniu SERIOUS'a apel, odezwa kolegi Mleko ze słynnej na naszej scenie grupy OHP. Może na początek, wiadomość smutna.... Otóż zupełnie do niedawna byłem przekonany, że jestem najstarszym ataryniarzem na naszej scenie. Dumnie to podkreślałem, wszem i wobec. Ponieważ na moje samozwańcze mianowanie się najstarszym ataryniarzem w Polsce nie było żadnego odzewu, przepełniony pychą, zacząłem wykrzykiwać coś o najstarszym ataryniarzu na świecie...

      Niestety! Życie jest brutalne i rozdziela kopniaki na prawo i na lewo. Pierwszego kopniaka zafundował mi kolega Vasco (a może to Piguła?). W czasie którejś dyskusji stwierdził: no i co, że jesteś stary? Koresponduję z facetem z Nowej Soli, jest w twoim wieku a ja wcale tego nie odczuwam! No i masz babo placek! Okazuje się, że na naszej scenie funkcjonuje ktoś, kto jest w "moim" wieku! Jakby tego było mało pojawia się następny konkurent! Panowie! Jak tak dalej pójdzie, od dinozaurów zrobi się tłok na scenie...

      To oczywiście żarty, bardzo miło jest nam gościć w SERIOUS'ie wszystkich autorów, którzy mają coś sensownego do powiedzenia, jednak pewne zwroty wydają mi się trochę nie na miejscu... Stwierdzenie, że mały atarczak jest komputerem martwym, jest stwierdzeniem dyskusyjnym, natomiast określenie ludzi zabawiających się komputerami tego typu - nekrofilami - uważam za obraźliwe! Przyznam się szczerze, że ręka drżała, nad niektórymi tezami kolegi Mleko/OHP, ale skoro się wszystkim obiecywało, że materiały idą bez cenzury, trzeba było się zachować...

      Co to znaczy, że komputer jest martwy? Co znaczy, że komputer jest trupem? Według mojej oceny prawie pół tysiąca osób codziennie grzeje zasilacz swojej ataryny, czy to za mało? Na usta pcha tu się pytanie: a jaka musi być minimalna ilość użytkowników komputera aby uznawać go za żywy? Jedyną śmiercią atarynki o jakiej może być mowa, to śmierć handlarzy oprogramowania, śmierć firm, świadczących usługi polegające na rozbudowywaniu naszego sprzętu za bajońskie wprost pieniądze! Coś nie tak? Służę przykładem! W czasie kiedy kolega MacGyver/Cobra Olsztyn rozbudowywał pamięć mojego komputera do 320 kB kasując odemnie 30 zł firma TOMS proponowała mi rozbudowanie pamięci do 256 kB za 90 zł! Wszyscy ci zdziercy i wydrwigrosze musieli umrzeć zgodnie z prawami obowiązującymi na każdym rynku, kierującym się zdrowymi zasadami ekonomicznymi. Jest to jedyna "śmierć" jaką zauważam w pobliżu atarczaka. I proszę mnie dobrze zrozumieć, nie wypowiadam się w imieniu Falcona, czy Atari ST, po prostu ich nie znam.

      Oczywiście wszyscy mamy świadomość tego, że wogóle nie ma mowy o jakimkolwiek konkurowaniu pomiędzy atarynką a pecetem! Nikt z nas nie łudzi się żadną nadzieją, że jeszcze wrócą dobre czasy, że jeszcze ludzie będą się rzucać do kupowania atarynek, a na pytanie o pycy pan sprzedwaca odpowie pytaniem: a co to jest? We wmawianiu nam że atarynka to trup, a my to nekrofile przodują właśnie posiadacze pecetów. Zupełnie do niedawna podobnego zdania byli posiadacze Amig, lecz po utracie swoich pozycji na rzecz pecetów są już zgoła innego zdania.

      Te wspaniałe efekty pokazywane w różnych demach, te wspaniałe magazyny dyskowe, te programy użytkowe, po obejrzeniu których pececiarzom wypadają szczęki na asfalt nie są zasługą olbrzymich możliwości naszego sprzętu, są zasługą naszych olbrzymich umiejętności. Wierzę w to, że gdyby na pecetach stosowano takie metody programowania jak na naszych maszynkach, gdyby programiści pycy posiadali takie umiejętności i talent jak nasi, do dziś nie trzeba by było wychodzić ponad 486'tki a co się dzieje?

      Zupełnie niedawno natknąłem się na opis planów realizacji programu, już dziś nie pamiętam jego nazwy, ale dotyczył on realizacji ludzkich marzeń o nieśmiertelności. Najprościej jak się da mówiąc, chodzi o zbudowanie takiego komputera, który mógłby zbierać i gromadzić impulsy płynące z ciała do mózgu człowieka i przesłać te impulsy do mózgu dowolnego człowieka w dowolnym czasie... Rzeczywiście nie dość, że byłaby to pewnego rodzaju nieśmiertelność, to dodatkowo moglibyśmy żyć życiem innych ludzi w pewnego rodzaju rzeczywistości wirtualnej. Wszyscy mamy pełną świadomość faktu, że realizacja tak nieziemskiego programu wymaga olbrzymich nakładów finasowych. Tak olbrzymich funduszy, że nawet niemożliwych do zdobycia w sposób konwencjonalny.

      Najprostrzym sposobem zdobycia pieniędzy jest sekciarstwo. Wystarczy wokół siebie zgromadzić odpowiednią ilość bardzo wiernych sekciarzy i zbajerować ich tak, aby byli skłonni oddać nam prawie wszystko z tego co posiadają. Działalność sekt zmierzająca do pozbawienia swoich członków majątku na rzecz wyższch celów sekty jest bardzo zróżnicowana. Od metod bardzo prostych i chamskich (sekta "Niebiańskiego Spokoju"), poprzez troszkę delikatniejsze ("Sky Lyne") i jeszcze bardziej wysublimowane (Amway, czytaj emłej), a na pececiarzach skończywszy, którzy są chyba najwyższą znaną mi formą sekciarstwa. Jednak bez względu na subtelność metod stosowanych przez sektę, zachowanie się jej członków jest charakterystyczne i przejawia się pogardą dla wszystkich pozostałych, bezgraniczną miłością i poświęceniem dla wartości kreowanych przez sektę, oraz niepodważalną wiarą w prawdy przez sektę głoszone. Nie chcę się tutaj zajmować tym zjawiskiem, bo nie jest to tematem mojego wywodu. Dlatego uważam, że kierownicy programu budowy tego superkomputera prowadzą działalność sekciarską w celu wyłudzenia od członków sekty pycy pieniędzy na dalszą pracę nad swoją maszyną. Biedni ci ludzie inwestują często ostatnie swoje pieniądzę w sprzęt zupełnie im nie potrzebny!

      Kolega Mleko jest tutaj typowym przykładem członka sekty, człowieka, który bez mała utracił wszystko. Teraz pod płaszczykiem kolegi nawołującego do opamiętania, ludzi młodych działających na naszej scenie usiłuje w dalszym ciągu sączyć w nas zwątpienie i sugeruje nam, że to wszystko co robimy to nekrofilia, czyli dokładnie jest to zboczenie, stawia nas w hierarchi ludzkiej poniżej... trudno mi znaleźć odpowiednie określenie. Jednocześnie serwuje nam teksty, że tylko pycy ma przyszłość, że tylko ludzie pycy to ludzie normalni. W moim odczuciu typowa działalność werbunkowa...

      Chciałbym tutaj poruszyć jeszcze jeden, moim zdaniem dosyć istotny problem. Otóż wszyscy ludzie działający na naszej (i nie tylko!) scenie mają zwyczaj podpisywania się pseudonimami. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego nie podpisujemy się imieniem i nazwiskiem, być może jest to tradycja pochodząca z zamierzchłych czasów... Dzisiaj jest już troszkę inaczej chyba... W stosunku do ludzi znanych na scenie podpisywanie się xywą jest w zasadzie równoznaczne z podpisywaniem się nazwiskiem, wszyscy (mam nadzieję...) dobrze wiedzą kto to jest i jak się nazywa taki Zbycho Jabol, Jager, Gepard, Vasco, Mateoos, Nietoperek, Lewis, Madman, Titus, co mam wymieniać dalej? A w ostateczności można sięgnąć po Scene Register (Vasco, to naprawdę działa!) i odnaleźć sobie kto się pod jaką xywą ukrywa. Jednak w przypadku osobników mało znanych dobrzeby było mieć trochę cywilnej odwagi i podpisać się imieniem i nazwiskiem. Dobrze jest pozostawać bezimiennym, szczególnie wtedy kiedy prowadzi się działalność niezupełnie czystą - jak Cię można zidentyfikować, Mleko?

      Powinienem już w zasadzie skończyć pisanie tej polemiki. Chciałbym tutaj przeprosić Mateoos'a, że po raz drugi musi czytać moje wypociny na ten temat, mam oczywiście nadzieję, że Mleko odezwie się do nas jeszcze, że będę miał jeszcze okazję przeczytać jego replikę na moje zarzuty... A może jeszcze ktoś się dołączy? Temat wydaje się kontrowersyjny...

Zbycho Jabol/DIAL

  

      Tam wyżej napisałem polemikę do artykułu pisanego ręką Krzysztofa Kubeczki znanego na naszej scenie jako Qbek/OHP. Ponieważ od tekstu napisanego przez Qbka minęło już sporo czasu, sporo czasu minęło także od momentu kiedy pisałem swoją polemikę, a nie chcę tekstu tego już zmieniać, dopisuję ten fragment mając świadomość faktu, że nie doczekam się odpowiedzi na pytanie, które Krzychowi w swoim artku postawiłem...

      W powietrzu pojawia się Zegarmistrz Świata, dla Krzycha czas się zatrzymał. Nasz kolega NIE ŻYJE... Jest szczególnie tragiczne zdarzenie, które wyrywa z pośród nas ludzi młodych, ludzi, którzy teoretycznie mają przed sobą jeszcze naprawdę wiele lat życia. Na pewno na naszej scenie będziemy bardzo mocno odczuwać brak, tej jakże kontrowersyjnej postaci. Krzycho słynął wśród nas ze swoich wspaniałych pomysłów, z bezkompromisowej postawy, z odwagi publicznego wygłaszania swoich poglądów. Te jego cechy przysparzały mu tyleż samo zwolenników co przeciwników, żeby nie powiedzieć wrogów.

      Nigdy nie miałem okazji poznać go osobiście, czego zresztą serdecznie żałuję. Chciałbym tu nadmienić, że moja przygoda na atarowskiej scenie rozpoczęła się właśnie od kontaktu z Krzysztofem. To właśnie do niego napisałem swój pierwszy swapperski list... Wprawdzie nie podjął tego kontaktu, ale bardzo prędko mnie o tym poinformował, przysyłając na osłodę prezent w postaci dyskietki z nagranym na niej pierwszym numerem legendarnego już Barymag'a. To właśnie postawa Qbka zadecydowała o tym, że już piąty rok działam na atarowskiej scenie, to jemu zawdzięczam, że moja atarynka jest jeszcze cały czas w moich rękach, to on wszczepił mi zamiłowanie do tworzenia magazynów dyskowych, to jemu zawdzięczam wspaniałe karteczki przychodzące do mnie w okresach świątecznych, a zawierające zawsze sympatyczne i miłe mi słowa.

      Proszę Cię Jager abyś uczynił tak, żeby w tej chwili z głośnika wybrzmiewała wspaniała muzyka również już nieżyjącego Bartmana... Chciałbym tu choć na chwilę przywołać wspomnienie kolegów, których nie ma już wśród nas, ale którzy nigdy atarynki nie przestali kochać...

Święta wojna z komodorowcami w sposób szowinistyczny traktującymi nas i nasz sprzęt...

      Belmondo... czy na pewno lama?

            Belmondo II... trzeba mieć odwagę!

                  Intermag... szkoda, że olaliście...

A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz Światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy...
Na wszystko jeszcze raz popatrzę
I pójdę....nie wiem gdzie...
NA ZAWSZE...

                        Tadeusz Woźniak
                        Zegarmistrz Światła

Pamiętajcie, o tych, których już z nami NIE MA...

Zbycho Jabol/DIAL

  

Od Jager'a: Moim zdaniem Jabol naprawdę pięknie to napisał! Ja tak nie potrafię, więc ograniczę się do kilku, wtedy tak mało istotnych, a teraz tak ważnych szczegółów! Tak się dziwnie składa iż jednym z moich pierwszych kontaktów swapper'skich był właśnie kontakt z Krzyśkiem... dzięki któremu poznałem Geparda, a dzięki temu powstała grupa DIAL! Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę i bardzo tego żałuję! Dlaczego? Po prostu nigdy nie podziękowałem Qbkowi za to! Wiem że teraz nie ma to już żadnego znaczenia, ale mimo wszystko... QBEK DZIĘKI!

Kolejna sprawa to InterMag! Przyznacie że sam pomysł był dobry... na tyle dobry iż zmobilizował mnie do stworzenia nowej "szaty" dla tegoż magazynu... Powtórzę tu słowa Jabola: SZKODA, ŻE OLALIŚCIE...

Przyznacie iż wiele osób ze sceny jest "sławnych" tylko dzięki swoim umiejętnościom, które można "zobaczyć". Qbek nie był koderem, grafikiem czy też muzykiem, ale napewno większość "starszych" scenowiczów doskonale go znała dzięki jego, jak już Jabol wspomniał, dość kontrowersyjnym wypowiedziom! Pozostawił po sobie sporo artykułów, które jeszcze u nie jednego atarowca będą wzbudzać różnego rodzaju emocje...

Jeszcze raz... QBEK DZIĘKI ZA WSZYSTKO!