Atarowiec - mały absurd końca XX wieku?


      Jest styczeń 1999 roku, schyłek wieku XX, a żeby było śmieszniej (mimo iż straszniej) '99 rok to ostatni rok drugiego tysiąclecia. Przed nami zatem jeden kROK do trzeciego tysiąclecia!

A Ty co???

Zastanów się Czytelniku, co Ty odp...sz! Siedzisz teraz nie przy czym innym jak przy małym ATARI!! W dodatku czytasz teraz tekst jakiegoś dupka ze spóźnionym zapłonem... Cieszysz się na co dzień, że "nie jesteś w tyle", wszak w Twoim komputerze siedzi 320Kb, podczas gdy Atari XL miało tylko 64Kb. Ty masz "aż" 320Kb, CZTERY razy więcej!

I co z tego?

Jakieś gnoje mają teraz TYSIĄC razy więcej! Jeśli wiesz o czym ja mówię...

      Niektóre dzieciaki, bawiące się dzisiaj w piaskownicach, często pozostają z boku kolegów, w ich cieniu. Ich tunele w piachu nie są tak głębokie a resoraki spuszczane ze ślizgawki skaczą słabiej. Są przytłoczone, przymroczone świadomością, że w domu mają pentium np. 133, podczas gdy kumple mają już pentiumy "dwujki". Te zakompleksione dzieciaki już na starcie życia pozostają w tyle, choć nie są niczemu winne, winny jest tu natomiast postęp techniki! Postęp cywilizacyjny zjada jednostki słabiej adaptujące się w nowych warunkach, tak jak ekran komputera robi to ze scrollem. Przeczytanego tekstu już nie będzie ci dane oglądać, widzisz tylko aktualny i masz świadomość, że zaraz ukażą się nowe litery. Ktoś zapyta: "a po co czytać dwa razy ten sam tekst? Trzeba iść do przodu." Tak, ale od tego "iścia" ciągłego do przodu, można sobie podeszwy zetrzeć! Myścicie, że czemu Fred "we Fredzie" nie miał butów? Bo zapiepszał ciągle do przodu, nie mówiąc nic nikomu, że ilość krabików i srających ptaszków była wprost proporcjonalna do przebytej drogi.

      Cywilizacja jest jak PAC-MAN, który pożera wszystko, co napotka na drodze, a jeśli już wszystko zeżre, to co zrobi? Straci sens swego istnienia. A może przemieni się w wielkie MONSTRUM i wpierdoli jeszcze sam siebie, wtedy to będzie prawdziwy koniec. Pisząc "cywilizacja" mam tu na myśli przede wszystkim "gik'ów" czyli zjebów komputerowych, którzy izolując się od świata zewnętrznego, jednocześnie go sprytnie zmieniają! "Zjeby komputerowe" naprawdę istnieją, uświadczyłem się w tym przekonaniu czytając np. "Politykę" z 9 stycznia, w której to opisano tych "magików" od komputera...

      Kim są więc atarowcy w 1999 roku? Będę tu subiektywny, bo sam nim jestem, ale to nieważne. Na pewno nie są zjebami komputerowymi, wszak czy gonią za techniką, hercami i liczbami w których coraz częściej pojawa się słowo "giga"? Czy siedzą całymi dniami przed komputerem, radzą, myślą, pocą się i raczej rzadko tak naprawdę sprawia im to siedzenie przyjemność? Nie.

      My spod "znaku Fuji", jesteśmy raczej hobbystami, i wszyscy już wiemy, że tak naprawdę góra Fuji i logo ATARI to dwie różne rzeczy, ściema dla mas. Myślę, że CZAS wykruszył już "atarowców", atarowców pisanych w cudzysłowiu czyli: użytkowników z przymusu, "ofiar" zakupów rodziców, ludzi niezabogatych (dziś każdy może uzbierać na grzyba, lepszego czy gorszego), zjebów, fascynatów informatyką i innych chłamiarzy (nie ma to jak brak obiektywizmu!). Czas i postęp wykruszył też przecież nie tylko userów ale i wielu scenowców, których nie trzymała scena Atari, a sama możliwość wykazania się w kodowaniu, tworzeniu grafiki itp. Niektórzy może odeszli z powodów materialnych (na ATARI nie można zarobić, na innych tak), niektórzy może poczuli chęć wybicia się z mas i pokazania się (na scenie XE można się pokazać w małej braci, scena 8 bitowego ATARI to około 3.2% całej sceny kompterowej w Polsce).

      W końcu są i wyjątki, takie bożyszcze sceny jak Konop odszedł, bo stwierdził, że wycisnął z ATARI bardzo wiele, nie będziemy go za to fakać, powinnyśmy być mu nawet wdzięczni za to co zrobił, za to, że w okresie dojrzewania nie przelewał swej energii tylko na walenie konia. Co do reszty ludzi, którzy odeszli z XE, też nie powinno się mieć im tego za złe, dla atarowca są ważniejsi od reszty ludzi, wpisali się do historii małego ATARI, a teraz niech się pierdolą kutafony jedne, niech im numerki ze szkiełek podniosą się do silni od siedzenia przed grzybem i niech im żółta plamka z gałek na flakowatą gałę się przesunie [ot, taka wdzięczność szczupaka ;)].

      Tak, atarowcy końca XX wieku, to hobbyści, fani, fascynaci, entuzjaści, koneserzy ATARI, często sentymentalne chłopaki. Ogólnie dzielimy się na dwie grupy ludzi:

  • Ci, którzy mają tylko małe ATARI, komputery jako takie zbytnio ich nie obchodzą
  • Ci, którzy mają ATARI i inny sprzęt technicznie nieporównywalny ale to im nie przeszkadza, bo lubią XE
Oczywiście nie liczymy tu gości z dwoma komputerami, w tym ATARI w szafie, bo to są "atarowcy".

W czasach świetności XL,atarowcy mieli się następująco:

      atarowcy : 90%
      "atarowcy" : 10%

Pod koniec wieku sytuacja ma się zgoła inaczej, około 0,4 mln. sprzedanych małych ATARI w Polsce pozwala szacować na proporcje:

      atarowcy : 0.25%
      "atarowcy" : 99.75%

czyli, dziś w Polsce małe ATARI odpala 1 osoba na 400 osób kiedyś używających, a 1 osoba na 4 tyś. z wszystkich atarowców dziś zajmuje się czynnie XE. O sytuacji ATARI XL/XE na zachodzie poczytać można w artykule "Szkopatarian lepszy od polo atarowca."

      Atarowiec w 99 roku jest jednak prawdziwy, czyż nie jest to wspaniałe? Myślę, że każdy z nas powinnien być dumny z siebie. Pamiętajmy, tylko on nas zależy czy doczekamy napisu na ATARI: "... by .... (PD) 2005 rok." Ja myślę, że doczekam, ostało się nas niewielu, ale za to, są to sami twardziele, którzy pierdzą przy cedzeniu kartofli. Zresztą, po co to gadanie, przecież Vasco nie dopuści do rozpadu scenki. ATARI 8-BIT LIFE.

Jesteśmy ABSURDALNI dla reszty świata ale mi to nawet odpowiada, jak komuś nie - to niech wysiada.

Kubek/OHP

PS. Jako atarowcy jesteśmy absurdalni, ale z koleji atarowcy jako zwykli ludzie... To jest dopiero temat na artykuł!