Riposta


Co o mnie myślą...

      Ponieważ xywa moja została wywleczona na światło dzienne z głębokiego cienia świętego spokoju, poczułem się zmuszony do jakiegoś zareagowania na publikacje dotyczące mojej osoby, w magazynie SYZYGY. Fajnie, bo zawsze znajdzie się temat na artykuł.

      Nauczony przykrym doświadczeniem przed publikowaniem czyjegoś programu i recenzji o nim staram się skontaktować z jego autorem. Czasmi jest to nowe bardzo sympatyczne nawiązanie korespondencji i ujawnienie większej ilości szczegółów i tajemnic związanych z omawianym progiem. Tak było na przykład w przypadku Madman'a i wtedy co oczywiste patrzymy na omawiany produkt znacznie "przychylniejszym" okiem. W przeciwnym przypadku wypadku ocena jest nie mniej obiektywna, lecz zamiast wywlekać zalety proga robię coś odwrotnego... Dlatego nie dziw się kolego Axe, że wywlekłem na wierzch i ten tak Ciebie dziwiący RESET. Nie bardzo chcę tutaj polemizować z Tobą na temat czy RESET jest wyjściem z programu czy nie, ale jeśli się przy tym upierasz, to niech Ci będzie, ale na pewno nie jest to wyjście eleganckie. Idąc dalej tym tokiem rozumowania to równie dobrze za wyjście z programu możemy uznać konieczność wyłączenia zasilania, w końcu to też jest jakieś wyjście... Ja oczywiście podtrzymuje SWOJE zdanie na temat wychodzenia z programów, a poparty przez Vasca mogę mówić, że mam rację, bo wygrywam, 2 do 1!

      Jednak chyba rzeczywiście sam problem tego nieszczęsnego RESETU jest problemem błachym i właściwie to można by go uznać za ten przysłowiowy kop w i tak już leżącego i kwiczącego przeciwnika. Czy to, że program składa się z dwóch części jest wadą, czy nie? Uważam, że tak, bo za jakiś czas może się okazać, że cała nasza scena dysponuje tylko depackerem, a nie ma packera, jak jest na przykład w przypadku LZH. Przykład SuperARC'a zupełnie do mnie nie dociera, gdyż program ten jest tak zwaną "doróbą" dla ubogich, których nie stać na SpartaDOS X i jego niestety jednoczęściowego ARC'a, a na pewno lepszego niż wspominany przez Ciebie SuperARC. Używanie na poparcie swoich tez argumentów, że na PC są także takie "dwuczęściowe" programy w ogóle mnie nie wzrusza, bo jakbyśmy poddawali się tego typu argumentacji to do dziś byśmy pisali swoje programy w językach wyższego poziomu (Basic?!) zamiast w assemblerze. Nie zgadzam się z Tobą, że nie ma u nas komputerów tzw."gołych" ja sam mam taki komputer (nie ten "podstawowy") na którym być może na wskutek awarii tego "podstawowego" będę musiał pracować i dlatego uważam, że elegancko napisany program powinien pracować na KAŻDYM komputerze! Oczywiście zainwestowanie w rozszerzenie pamięci musi zaowocować większym komfortem pracy lub zabawy oraz większą skutecznością działania takiego programu. Jak chcesz zobaczyć jak to działa obejrzyj sobie SERIOUS'a na gołej "65" i na komputerze z rozszerzeniem pamięci RAM.

      Teraz sprawa stopnia sprężania... Na pewno nie przeprowadziłem tak wnikliwych testów jak Ty. Najprawdopodobniej usiłowałem skompresować magazyn dyskowy nagrany na dysku w średniej gęstości. Artykuły magazynów dyskowych są już przeważnie kompresowane, więc wystąpiło zjawisko, które w swoim artykule dogłębnie wyjaśniłeś. W moim odczuciu najpoważniejszą wadą tego kompresora jest brak możliwości podziału kompresowanego dysku na mniejsze pliki. W przypadku posiadania stacji o pojemności dyskietki 180 kB, nawet w sytuacji kiedy APC zachowałby się tak jak DCM (a przecież na pewno się tak nie zachowa!), czyli bez próby kompresji zmieniłby dysk na plik to po co cały zabieg skoro i tak plik taki zajmowałby nam stronę dysku? Gdybym skompresował tego nieszczesnego maga programem APC to wprawdzie uwolniłbym 80 kB dysku ale w dwóch kawałkach, a nie w jednym i to jest olbrzymia jego wada....

      Chciałbym tutaj, tak trochę w obronie własnej poruszyć nie tylko sprawę wywlekania mojej xywy przy okazji tego kompresora, problem jest szerszy, i ja bardzo lubię jak mnie się stawia pod ścianą i obrzuca różnymi zarzutami w stylu: "Jabol ściemniał", "Jabol się żalił" o ile zarzuty te są odpowiednio umotywowane. Kolego Axe, czepiasz się dlatego, że ja się czepiałem, a nie dlatego, że nie miałem racji?

      Jak się już tak rozpędziłem, to napiszę parę słów pod adresem Mitchel'a. Bardzo fajnie, że poruszyłeś problem virusa, ujawnionego swojego czasu przez kolegę JBW na łamach "Tajemnic ATARI". Jednak chyba nie do końca zapoznałeś się z tematem. Otóż sposób pozbycia się virusa proponowany przez Ciebie jest do zaakceptowania przez tak zwanych "Hobbystów". W różnych poradnikach w stylu "zrób to sam" zawsze znajduje się opis w stylu: "Kup sklejkę i przytnij ją na odpowiednie kawałki i polakieruj. Następnie kup listewkę potnij ją na odpowiednie kawałki i pomaluj. Kup gwoździe i przy pomocy młotka zbij budkę dla ptaków. Oczywiście możesz kupić już przyciętą i pomalowaną sklejkę, ale najlepiej kup w sklepie gotową budkę". Właśnie w artykule Mitchela zabrakło owej "gotowej budki". Otóż kolego Mitchel istnieją conajmniej dwa programy przy pomocy których opisywanego virusa można załatwić w sposób łatwy i przyjemny. Jeden z wspomnianych programów jest na pewno pochodzenia zagranicznego i wyszedł z pod ręki Bewesoft'a, ledwo go udało mi się odnaleść. Programik ten wraz z jego "doc'em" napisanym ręką Bewesoft'a umieściłem w pliku ze stuff'em. Program ten w stosunku do programu Kszysztofa Kowalskiego ma tę zaletę, że za jednym zamachem można "oczyścić" i pamięć komputera i WSZYSTKIE pliki typu *.COM znajdujące się na dyskietce. Odnalazłem także drugi program równie skutecznie usuwający virusa. Nazywa się Virus Killer i jest autorstwa kolegi Krzysztofa Kowalskiego. Każdy kto zobaczy Virus Killer'a i czyta lub czytał kurs nauki assemblera Janusza Wiśniewskiego łatwo zorientuje się, że autor wykorzystał wiele procedur z przykładowego programu TA Copy.

      Virus Killer jest to najprościej mówiąc relokowalny (został wykorzystany relokator również publikowany w TA, którego autorem jest także JBW.) kopier. Virus Killer (VK) po wczytaniu sprawdza, czy w pamięci komputera znajduje się wirus. Jeśli go znajdzie unieszkodliwia go. Po wczytaniu kopiowanego programu VK sprawdza czy nie jest on zawirusowany. Jeśli tak jest to wówczas zmniejsza o długość wirusa wartość słowa zawierającego długość aktualnie wczytanego programu. Po zakończeniu tej operacji VK ponownie sprawdza zawirusowanie pliku. Ma to na celu całkowite odwirusowanie pliku do którego wirus dołączył swój kod kilkakrotnie. Odwirusowane pliki najlepiej zapisać na tej samej dyskietce pod tą samą nazwą. Spowoduje to jednoczesne skasowanie zawirusowanego pliku. To wszystko. Program VK.COM autorstwa Krzysztofa Kowalskiego znajdziecie w pliku ze stuff'em.

      Chciałbym tu jeszcze nadmienić, że z konieczności mechanizmy działania programu zostały potraktowane bardzo płytko. Aby temat ten bardziej zgłębić trzeba by poznać budowę i mechanizmy działania samego wirusa. Oczywiście sam JBW to właśnie uczynił publikując tekst źródłowy kodu wirusa wraz z dokładnym opisem jego sposobów działania zmierzających do przetrwania i umilania nam życia. Ja mam zawsze jakieś wewnętrzne opory przed publikacją tego typu materiałów, ale jeżeli będzie duże zainteresowanie to zawsze możemy wspomniany materiał opublikować.

Zbycho Jabol/DIAL