Jak zostałem atarowcem?


      Na scenie Atari jestem od niedawna w sumie i dlatego postanowiłem opisać swoją historię z firmą Atari.

      Wszystko zaczęło się w roku 1976, ja sam miałem wtedy 17 lat. Kumplowi, ojciec przywiózł takie spore drewniane pudełko, które podłączało się do telewizora. Pomyślałem wtedy, że to pewnie jakiś kolejny model magnetowidu, albo odtwarzacz CD, który z pomocą TV odtwarzał też teledyski. Jakie było moje ździwienie, gdy okazało się, że to cuś ma jakieś manipulatory i Ty sam mogłeś powodować zmiany na ekranie telewizora. Byłem w szoku! Niestety kumpel szują był i nigdy nie dał mi pograć. Mówił, że to kosztowało 700$ i że lepiej niech się uczę, to za 20 lat też takie będę miał. (Tak w ogóle w 96 roku wpadłem do niego i dałem mu Atari 2600, powiedziałem, że to nowy typ konsoli, że mnie stać na takie dwie. Gościowi zrobiło się głupio i od tej pory gra już chyba tylko na A2600 VCS, "Pong'a" schował do szafy). Konsolka nazywała się Pong i miała napis Atari ze znaczkiem "SA" na celowniczku (?). Postanowiłem mieć takie cacko w domu, ale nie było mnie na to stać, zacząłem wtedy kraść, ale bez użycia przemocy (wyjątkami byli ludzie starsi, którym dawałem radę). Po dwóch latach udanych numerów, kupiłem sobie konsolkę Atari 2600, pamiętam było to dokładnie w pięcioletnią rocznicę śmierci Bruce Lee (20 lipca '78). Około dwa lata później kupiłem używany swój pierwszy prawdziwy komputer ATARI 800 z magnetofonem, zdawałem sobie sprawę z istnienia Commodore 64, który co tu mówić miał extra możliwości i lepsze gierki.

      W 1982 roku doznałem szoku, będąc na koncercie zespołu Kombi, gdzie zauważyłem, że grupa używała do pracy Commodore 64. Sprzedając Atari stałem się posiadaczem C-64 z magnetofonem. Nie bez znaczenia był też fakt, że dowiedziałem sie, że szefem firmy był Jack Tramiel. Od razu skojarzyłem to nazwisko z Jackiem Trzmielem - Żydem, który ukrywał się w czasie wojny, nigdzie indziej, jak tylko u moich dziadków na wsi!!! Z pism z USA dowiedziałem się, że Tramiel był z pochodzenia Polakiem, więc to by się zgadzało!!! Nie mogłem wręcz w to uwierzyć, niestety kontakt Trzmiela z moją rodziną urwał się około 1952 roku, ale przeżycia pozostały.

      Sielanka z C-64 trwała do 84 roku, konkretnie do grudnia, kiedy to dowiedziałem się, że Jack Tramiel opuścił Commodore. Wiedziałem, że na pewno nie usunie się ze sceny, i wiedziałem, że kupię napewno komputer jego nowej firmy. Jaka była moja radość, kiedy dowiedziałem się, że Tramiel przechodzi do Atari, do firmy, z którą właśnie spotkałem się najpierw podczas "komputerowego szału". Sprzedając szybko C-64, przeczekałem parę miesięcy, bo słyszałem, że wejdą nowe komputery. Okazało się, że czekałem na Atari 65XE, do którego po roku dokupiłem stację 1050. Moim marzeniem było Atari 520ST z TOS'em, ale ze względu na finanse, było to marzenie. W nowym Atari (serii XE) urzekła mnie jakość wykonania, szara obudowa komputera śniła mi się po nocach.

      W '87 roku miałem już ST, nie sprzedałem jednak małego Atari. W latach dziewiędziesiątych widząc już upadającą firmę Atari i tak zdecydowałem się kupić Falcona, jak się okazało niesłusznie. Tu przywiązanie do Atari wzięło górę nad rozsądkiem, Falcon był komputerem z góry skazanym na porażkę,i może tylko częściowo przyjął się w środowisku muzyków, ale to żaden sukces. Widząc śmierć wszystkich modeli Atari na świecie, przestałem się oszukiwać.

      W '95 sprzedałem Falcona, i kupiłem peceta. Jednocześnie zauważyłem, że w Polsce są jeszcze wielbiciele małego Atari, czego nie da się powiedzieć o ST, czy Falconie (nie mówię o fanatykach). Udało mi się za grosze sprzedać ST i tak oto w domu zostałem z małym Atari i grzybem. Wiem, że ATARI JEST MARTWE, a scenowcy z małego Atari to nekrofile, kopiący wyzłomowanego już dawno trupa, ale mi to nie przeszkadza. Cieszę się, że jest jeszcze grupka sympatyków ATARI XL/XE w 1997 roku.

      Wstąpiłem do lamey-grupy O.H.P, gdy dowiedziałem się o wydawaniu papier zina "lamerton", w którym prosto z mostu opisywane są zagrożenia, jakie niesie ze sobą komputer. Bo widzicie, że ja przez komputer mam nie udane małżeństwo i synka, którego nie mogę widywać. Po prostu wolałem grać w komputer, niż zajmować się żoną. Dziś mam 38 lat, skończone studia prawnicze, niezłe zarobki, ale co z tego, skoro na zawsze pożegnałem się z miłością. Postanowiłem zostać członkiem sceny (obscenicznym), gdyż wiem, że w przytłaczającej większości (Yo Zbycho Jabol!) jesteście młodymi ludźmi, mówię Wam, nie zmarnujcie sobie życia przez komputery, WY KWADRATOWE GŁOWY!!!

Mleko / OH!.pe

Ps. Może interesuje Was co robił słynny Jacek Trzmiel od 42-44 roku, co lubił jadać, jak się zachowywał itp... Jak chcecie to mogę go Wam opisać...

Od redakcji: Jeżeli uda się nam dotrzeć do Mleka to napewno przeczytacie artykuł o Jacku Trzmielu. Nas to interesuje... a Was?

A tak swoją drogą to mamy już końcówkę 1998 roku i w dalszym ciągu "KOPIEMY TEGO WYZŁOMOWANEGO JUŻ DAWNO TRUPA"! Najgorsze jest jednak to że tak szybko nie skończymy tego "kopania"!