Copy Party inne spojrzenie...


      Satellite'98, jest to nazwa Copy Party zorganizowanego przez dwie amigowskie grupy: Appendix i PSL. Był to pierwszy zlot komputerowców zorganizowany w Szczecinie. Ponieważ zawsze miałem jakieś opory, związane z moim uczestnictwem w tego typu imprezie, tym razem mogłem osobiście się przekonać co ze sobą niesie uczestnictwo w imprezie, nie ponosząc właściwie żadnych kosztów jeśli nie liczyć "wjazdu", który na tym zlocie opiewał na 30 zł. Na miejsce zlotu wybrano salę gimnastyczną Szkoły Budowlanej. Sala bardzo duża i nie było na niej specjalnie tłoczno. Na korytarzu umiejscowiono bufet, w którym według oceny Vasca nie było nawet specjalnie drogo. Nie mam zielonego pojęcia jak wyglądały inne pomieszczenia udostępnione dla uczestników zlotu, bo ich nie zwiedzałem.

      Trochę irytujące było zachowanie "młodzieży" zatrudnionej przy sprzedaży wejściówek. Być może pojawienie się na zlocie takiego "dinozaura" jak ja nie jest zjawiskiem codziennym, ale uważam, że "biletrzy" powinni zachowywać się trochę dyskretniej... Wszyscy uczestnicy zlotu byli ewidencjonowani więc pojawiły się pytania o xywę, grupę i platformę sprzętową. Być może jestem trochę przewrażliwiony ze względu na swój wiek, ale trochę deprymowały mnie głupawe uśmieszki i ironiczny ton podczas zadawania wspomnianych wyżej pytań.

      Nie mam pojęcia ilu uczestników mogło przewinąć się przez salę, ale mój identyfikator miał numer 180. Po załatwieniu wszystkich formalności wszedłem do głównej sali. Ataryniarzy odnalazłem natychmiast. Zajmowali bardzo "strategiczne" miejsce. Blisko wejścia ale także bardzo blisko sceny, na której zamontowany był dosyć spory Big Screen. Na miejscu przebywałem od godziny 13.00 do godziny 21.00 i muszę przyznać, że nie nudziłem się ani chwili. Bardzo dużo czasu przedyskutowałem z Vaskiem, co będzie miało dalsze reperkusje w tym artykule. Drugą osobą, z którą trochę podyskutowałem był Raven z grupy Quasimodos. Wymiana poglądów z Raven'em była przyczyną napisania artykułu dotyczącego trendów tworzenia grafiki i nie tylko, na Atari, do lektury którego serdecznie wszystkich zapraszam. Ponieważ party było "multi" miałem okazję przysiąść się i do comodziarzy i do amigantów. Na pececiarzy szkoda mi było czasu, bo ich produkcje mam okazję oglądać nie tylko na zlocie.

      Chciałbym tutaj mocno podkreślić, że pomimo lejącego się na sali strumieniami piwa, wina i wódki i comodziarze i amigowcy , kiedy do nich podchodziłem zachowywali się zawsze bardzo serdecznie. Na moje prośby o pokazanie swoich produkcji odpalali jakieś tam dema, a amiganci pokazywali mi zdjęcia z "Intela" przeniesione na Amigę. Zawsze znalazło się jakieś krzesło, abym mógł przysiąść na chwilę i nie krzywili się zbytnio kiedy (na ich dociekania, oczywiście) przyznawałem się, że jestem Atari XE.

      Trochę przykrym, z ataryniarskiego punktu widzenia, zgrzytem na tym zlocie, było dosyć niefrasobliwe zachowanie jednego z organizatorów, no może współorganizatorów, które to zachowanie doprowadziło do przesunięcia kompotów na Atari poza czas mojego pobytu na party, czy wogóle doszły do skutku nie wiem do dziś.

      Tyle w zasadzie o tym konkretnym zlocie. Teraz chciałbym podzielić się z wami drodzy czytelnicy kilkoma spostrzerzeniami natury ogólnej, które to spostrzerzenia nasuwają mi się po "naocznym" zapoznaniu się ze zlotem komputerowców, a także po lekturze bardzo wielu opisów innych zlotów. Muszę się tu przyznać, że dodatkową inspiracją do napisania tego arta, był artykuł Geparda publikowany w SERIOUS #2 pod wezwaniem "Preinvitation GDYNIA'99". Jest to głos w dyskusji, o którą Gepard prosił w jakiejkolwiek formie... Być może nie powinienem tego robić publicznie, chociażby z tego względu, że będę pisał tak jakby przeciw swojemu koledze z grupy, koledze z redakcji SERIOUS'a, oraz jakby przeciwko swojej grupie, która przecież już zadeklarowała chęć wzięcia udziału w organizacji zlotu w Gdyni.

      Ostatnio jakby namnożyło się nam tych zlotów... Oczywiście wszystkie "multi". Nasza scena jest stosunkowo mała i w moim odczuciu (teoretycznie), ale to samo odczucie miałem w czasie swojej obecności wśród ataryniarzy na Satellite'98 wszyscy scenowicze czują się w obowiązku "porządnego" zachowywania się wobec siebie. Zjawisko to jest zawsze i przez wszystkich mocno podkreślane. Zwracam uwagę czytelników na fakt, że typowo ataryniarskie zloty cieszą (lub cieszyły się) bardzo dużym uznaniem. O czym piszę? Ano wspominam tu próby oszustw i wyłudzeń co i rusz ponawiane przez różnych osobników, napiszę delikatnie "o mniejszym" morale. Chcę jeszcze wspomnieć o zjawisku kradzieży na party, o dolegliwości tego zjawiska mogli przekonać się co poniektórzy koledzy podczas ostatniego party w Elblągu. Sam Gepard w swoim artykule określa pececiarzy jako "wiochę".

      Uważam, że zloty są imprezami komercyjnymi i przy ich organizacji należałoby się lepiej starać o wyduszenie forsy ze sponsorów, a nie zasuwać na łatwiznę windując ceny wejściówek do niebotycznego wręcz poziomu. Jak tak dalej pójdzie to w najbliższej przyszłości może się okazać, że "wjazd" na party kosztuje więcej niż nasz sprzęt! Oczywiście jest to problem organizatorów, i tu nadchodzi moment kulminacyjny, organizatorów przeważnie z innej platformy sprzętowej niż ośmiobitowce. Otóż organizatorzy ci starają się ratować sytuację jak największą frekfencją na zlocie w myśl zasady, że na im więcej ludzi rozłożą się koszty tym obciążenie indywidualne będzie mniejsze. Odnoszę wrażenie, że jest to jedyna przyczyna zapraszania nas do udziału w zlotach. Mówiąc nas mam na myśli wszystkie ośmiobitowce. Tu chyba zacznę polemizować z Gepardem. Otóż Gepard twierdzi, że powinniśmy jak najwięcej pokazywać się na zlotach. Hm... Mam poważne wątpliwości. Moim zdaniem powiniśmy wybrać sobie jakiś jeden zlot "multi" i raczej pokazywać się na nim, i tylko na nim. Dlaczego? Problem pierwszy, ma na imię kasa! Wyprawa na zlot powiązana jest zawsze z jakimś i chyba śmiało można powiedzieć sporym wydatkiem. Jest to w moim odczuciu pierwsza przyczyna ograniczania wypraw na zloty (nie, Vasco?). Przy założeniu, że jeździmy gdzie chcemy na zlotach zamiast powiedzmy sobie stu osobowej grupy ataryniarzy pojawiają się pięcio, siedmio osobowe, nic nie znaczące grupki...

      Następnym problemem jest problem tak zwanej radosnej twórczości. Niestety jest to raczej żmudna czasochłona praca (pomijam już tutaj coś zwane talentem...). Zbyt małe odstępy czasowe pomiędzy poszczególnymi zlotami nie sprzyjają odpowiedniemu "pokazaniu" się. A uważam, że oprócz liczebnej, ilościowej reprezentacji, szacunek czy uznanie można zdobyć poprzez jakościowe zaprezentowanie naszych umiejętności i możliwości naszego sprzętu. Odnoszę wrażenie, że powinniśmy starać się ze wszystkich sił utrzymać jakieś typowo ataryniarskie party i tu typował bym zlot organizowany przez Vasca w Opalenicy. Jest to zlot, który jak do tej pory cieszy się nienaganną opinią. Przynajmniej ja osobiście nie słyszałem o żadnych przekrętach organizacyjnych. Być może się mylę, ale w sytuacji kiedy QuaST został przemianowany na "multi" być może zlot w Opalenicy jest jedynym typowo ataryniarskim zlotem w Polsce. Pozostaje sprawa drugiego zlotu. Tu zgadzam się z Gepardem że powinien być to jakiś zlot "multi" i to w takim terminie aby pomiędzy jednym i drugim można było złapać jakiś "oddech". W tym miejscu oczywiście aż się prosi zorganizowanie jakiegoś "plebiscytu" na najfajniejszy zlot, ale z gruntu jestem przeciwny wszelkim ankietom więc i teraz też jej nie będzie. Być może, że grupa DIAL jako wydawca SERIOUS'a będzie w nim rekomendować jakiś zlot, być może nawet będzie to zlot w Gdyni, o którym wspominał Gepard.

      Wprawdzie nie mam żadnych doświadczeń, ani jako uczestnik zlotów, ani jako ich organizator, ale tam wyżej podzieliłem się z Wami swoimi uwagami, jakie nasunęły mi się w związku z tym tematem. Mam nadzieję, że uda mi się sprowokować do szerszej dyskusji ludzi ze znacznie większym doświadczeniem niż moje. Wszystkich chętnych do zabrania głosu zapraszam oczywiście na łamy SERIOUS'a, ale także bardzo chętnie poczytałbym na ten temat nawet w innych magazynach.

Zbycho Jabol/DIAL