QUAST Multi Party'98


      Minął sobie roczek od ostatniego party w przemiłym mieście o nazwie Orneta i jego organizerzy znów pokusili się o organizację następnego zlotu. Tym jednak razem party przeniesiono z malowniczej i kameralnej Ornety do betonowego Elbląga. Jak sama nazwa wskazuje party poraz pierwszy miało stać się imprezą multiplatformową.

      Sam termin też uległ zmianie i zlot odbył się w drugi weekend sierpnia. Organizerzy czyli Quast Club postarali się o mocnych sponsorów wsród których była nawet TepSA... Zresztą cała imprezka w lokalnej prasie reklamowana była jako ogólnopolskie targi komputerowe co niewątpliwie przyciągneło obecnych na party qUAKEpodobnych.

      Na miejscu w Elblągu były wielkie problemy z odnalezieniem obiektu w którym odbywać się miało party (ponoć to najbardziej znane liceum w mieście). Apropos miasta: Elbląg to wielka betonowa wioska o globalnym wymiarze. Wszystkie najważniejsze instytucję umiejscowione są przy jednej, głównej ulicy. Idzie człowieczek tą ulicą mijając sklepy i budynki i nagle jakby nigdy nic pojawia się wielkie pole z krowami i innymi takimi gadgetami. I taki cholera region musimy wziąźć pod nasze pomorskie skrzydła.

      Gdy już udało się dotrzeć na miejsce, wpierw trzeba się było uporać z inkasentami przy wejściu, a później z ochroną. Panowie ochroniarze naoglądali się filmów o dzielnym Rambo i próbowali swą postawą odstraszyć wszystkich opornych. Główna sala okazała się bardzo dużym, wszechstronnym pomieszczeniem. Dwa niezłe bigscreeny, z których jeden służył do celów komercyjnych. Nagłośnienie było dosyć dosyć czyli widziało (słyszało) się lepsze (bardziej profesjonalne).

      Jako że impreza była z założenia multi więc na sali można było spotkać ludzi ze scen atarowej, amigowej, pecetowej i commodorowej. Imprezę odwiedziło też trochę ludzi z zagranicy. Byli Słowacy (Xe), Finowie, Szwedzi, trochę Niemców i inne nacje.

      Teraz o infrastrukturze gastronomicznej. Na party place był bar gdzie można było przekąsić cóś gorącego. Niestety na party nie promowano piwa; ba, nawet nie można go było wnosić na teren zlotu, bowiem panowie Ramboidalni haczyli scenowców na bramce i kroili z wszelakiej maści napojów alkoholoidalnych. Wracając do pary-baru był on umiejscowiony w tajnym bunkrze gdzieś w piwnicach (katakumbach) liceum. Droga do niego była taka skomplikowana, że nawet gdy udało się tam trafić, to z powrotem można było trafić np. do kotłowni, a nie każdy posiadał nić Ariadny. Jak komuś nie odpowiadał poziom serwowanych dań na party place mógł udać się na "miasto" w celach konsumpcyjnorozrywkowych. Niestety nieszczęsnik taki długo musiał spacerować nim znalazł jedyną restauracyjkę w okolicy, mieszczącą się notabene w... urzędzie skarbowym.

      Pierwszego dnia nie działo się nic godnego uwagi. Godzina 15.00 to deadline dla prac na msx/gfx compo. Cały czas na większym big screenie puszczano demka na zmianę na pc/amigę.

      Jak już pisałem na party obecna była Tepsa i na sali udostępniła dwa (a może trzy) darmowe stanowiska internetowe. Niestety ci którzy usiedli przy nich pierwszego dnia, nie ruszali się z nich aż do końca party, więc inne chętne szaraczki do surfowania, nie miały okazji dostąpić tego zaszczytu (jakim niewątpliwie był darmowy surf za sprawą wymienionej już Tepsy).

      Jako że impreza była tak ambitnie reklamowana przez lokalnych włodarzy, na kilku grzybach toczyła się trzydniowa batalia z udziałem lamerskich quakepodobnych palantów. Sam nie wiem kto ich wpuścił na party-place.

      A w jakiej liczbie stawiła się nasza scena? Jak można było zobaczyć stawiła się większość wielkich tego świata. Jak zwykle okropną nudę jaka towarzyszyła pierwszemu dniu można było zrekompensować scenowym friendshipem. A pogadać było i z kim i o czym.

      Gdzieś tam w jednym z szeregu korytarzy znajdował się "Manga Room" gdzie puszczano skośnookie filmy dla spragnionej animowanych ciał gawiedzi. Niestety nie było mi dane odwiedzić tego miejsca. Sam nie wiem dlaczego. Po prostu zadałem kłam hasłu iż "wszystkie drogi prowadzą do manga-roomu". Nocą odbyły się pierwsze kompoty, czyli msx i gfx compo na wszystkie platformy. Pomijam fakt iż kompoty owe odbyły się w czasie nie rzeczywistym. Oczywiście same kompociki poprzedzała żmudna selekcja. Dlaczego żmudna? Ano na sam multi channel zgłoszono prawie 60 modów. Bardzo trudno słuchać tyle tracków, będąc jak najbardziej sprawiedliwym i obiektywnym. Na szczęście muzycy wyszli na przeciw jurorom i skomponowali w 80% procentach samą łupankę i ułatwili tym samym pracę. W sumie pierwsza trójka to jedyne spokojne moduliki (wsród nich jeden dialowy by VLX). W true color compo natomiast można było, jak to ostatnio bywa pooglądać pracę wykonane na "wspaniałym" kombajnie graficznym jakim niewątpliwie jest Adobe Photoshop. Recepta na takie dzieło jest prosta: bierzemy sobie takiego gifka, np. z panienką i przepuszczamy przez stado filtrów. Po pięciu minutach mamy gotowy pikczer który możemy wystawić na najbliższym party, gdzie dołączy do grupy kilkunastu innych przefiltrowanych obrazeczków (zazwyczaj z panienkami). Zwycięzcą tego kompotu został pikczer jedynego falconiarza w całej stawce, który przyjechał zza zachodniej granicy. Obrazeczek mimo że nie jest oryginalnym pomysłem (przedstawia bowiem zachodnioniemiecką gwiazdę muzyki dicho: Blumchen... coolchikz) jest ładnie przerysowany. Jednak 320*200 w lo-res to ciągle magia. O kompocie malinowograficznym na Atarcię z przyczyn oczywistych nie wspomnę...

      Niezle były też gfx-y na komododę. Mimo iż układy w komodzie nie uwzględniają odcieni szarości, dzięki obszerniejszej palecie kolorów i ciekawym trybom graficznym można tam stworzyć dzieła których by nie powstydziła się nawet i Amiga 500. Nie wspomniałem o konkursach muzycznych na malucha. Odbyły się one nie jako na siłę, ponieważ frekwencja zgłoszonych prac była dosyć niska.

      Gdy pierwsze kompa zakończyły się nastąpiła dłuuuuga przerwa, która trwała aż do dnia następnego. Na szczęscie cały czas na większym bigscreenie pokazywano najlepsze demka na Amigę i na blaszaka. Między innymi zaprezentowano zwycięską pracę z tegorocznego The Gathering, w kategorii Amiga. Demko robi totalną rozpierduchę już na 030-tce. Total majstersztyk rodem z Finlandii. No i w końcu nastała chwila na którą wszyscy bardzo czekali: Demo kompoty. Pierwsze compo na Amigę. W sumie sześć produkcji. Bardzo przeciętny poziom, co w sumie wcale nie dziwi, przecież za kilkanaście dni typowo amigowe party: Intel Outside. Wśród sześciu produkcji była produkcja, na którą tutaj mocno liczono. Jedno z pierwszych w Polsce demek pod karty z procesorem PowerPC. Niestety demko okazało się powiedzmy nieciekawe i niedopracowane. Mam tylko nadzieję że z czasem dema na PPC rozpieprzą konkurencję. A tak tylko blaszana brać miała radochę. Następne compo to demokompot na grzyba. Aż dwanaście produkcji. Jak to ostatnio bywa 80% demek jest nudne jak flaczki z olejem. Zwycięska praca była całkiem niezła, choć mocno zakręcona. Drugie miejsce zajęła specetowiała już grupka Shadows ze swym demem pod tytułem "Klokh". Później podobno były dema na Falcona 030. Piszę podobno, bo ich w ogóle nie pamiętam (było ich aż trzy). Potem lux beauty shower: demosy na malucha. Je z przyczyn oczywistych, również pominę. Dodam tylko, że mi osobiście bardzo podobało się demko MEC-ów. Kompocik na C-64 nie odbył się, ponieważ grupki wycofały swe produkcje, motywując to zbyt niskimi nagrodami. W sumie wcale im się dziwię...

      Zresztą kwestia nagród na tym party to prawdziwy temat rzeka. Mimo tak strategicznych sponsorów nagrody były wręcz śmieszne i zupełnie różne od tych o ktorych była mowa w zapowiedziach. Inna sprawa to sposób ich przyznawania. Trzeba było podpisać jakiś papier (być może ktoś ze sponsorów chciał sobie odpisać wyłożone pieniążki od podatku sic!). Po odpisaniu dokumentu, od stojącego obok "biznesmana" otrzymywano odpowiednią kwotę, wprost z grubego rulonu zwiniętych banknotów (może facio na codzień był cińkciarzem???). W każdym razie można było przez moment poczuć się jak tirówka.

      Ale wróćmy do kompotów. Potem odbyło się intro kompo na wszystkie platformy. Byłem w szoku ludzie ze Slight po 2 latach lamy, wreszcie coś wyskrobali. Szkoda że na klona...

      Teraz ponarzekam sobie na inne kompoty, które miały się odbyć, a na próżno można było ich oczekiwać. Chyba że coś przeoczyłem. Z tego co wiem odbyło się tylko noga-compo, czyli międzyplatformowy turniej piłki nożnej na boisku obok liceum. Niestety nie ma o czym pisać bo nasi (Atari XL/XE) dostali baty od wszystkich pozostałych. Z tego co pamiętam triumfowali grzybiarze. A może nie... Dobrze że na party cały czas był na chodzie full realtime (tym razem na grzybku... tfuu) i tam właśnie można było topić żale w czasie rzeczywistym. Nic dziwnego, że w kilka godzin aż zaroiło się tam od fucków na organizerów. I tak było aż do zakończenia party. Z czasem ludzi na party było coraz mniej i mniej. Wiara rozjeżdzała się do domów jeszcze przed zakończeniem party nie czekając na wyniki.

 organizacja:    3/5 
bar:    4/5
produkcje:    3/5
nagrody:    2/5
friendship:    5/5
vodka:    0/5
beer:    3/5
ochrona:  -1/5
sound:    3/5
bigscreen:    5/5
compotime:    1/5
      Przy oficjalnym zakończeniu nie obyło się bez zgrzytów. Przy ogłoszeniu wyników na imprezie obecni byli jacyś ważniacy z rady miasta z prezydentem na czele. Na wieść o zupełnie innych nagrodach jakie były zaplanowane jeden z party-ludzi nie wytrzymał (Paplo/Taski) i wygarnął całą prawdę wprost na ważniaków. Wybuchł skandal jak cholera. Prezydentowi aż szczęka opadła z wrażenia. Sytuacja osiągnęła swoje apogeum kiedy to ludzie z grupy Cruel Brothers fundatorzy płytek ze składanką demosów zostali obdarowani przez organizerów nagrodą w postaci własnych płytek. Takiego przekrętu to chyba nigdy wcześniej moje oczy nie widziały. Rozległy się gwizdy, śmiech i obelgi pod adresem prowadzących. Była to prawdziwa kumulacja przekrętów, więc nic dziwnego, że ludzie tak zareagowali. I to już był definitywny koniec tegorocznego zlotu.

Ps. Nagłośnienie tylko trzy bo schrzaniono kanały na kompotach.

Aha! Było małe techno party, a może lepiej goa party - cały czas na jedno kopytko-bez sexu...

See ya na next party....

Gepard/Dial