Grzyb rządzi i dominuje...


      Jest tendencja na scenie, do qpowania grzyba, jako dadatkowego komputera do chałupy. "Ja w to nie wnikam" jak stwierdził nieoceniony Konop. Trochę jednak śmieszy mnie hipokryzja tych "atarowskich grzybiarzy". Mówią oni (przynajmniej większość), że grzyba to oni nie lubią, że atarowska scena, że zajebiście, itd. Gówno prawda! Gdyby Ci ludzie mieli jaja, to dawno olaliby scenę atarowską i próbowali swoich sił na scenie pc! Niestety, nie chce się im lub się boją lub nie mają talentu lub, lub, lub... Mają za to już jakąś tam pozycję na naszej scenie i nie chcą tego tracić. Wiedzą, że na pycy wypłynąć mogą tylko naprawdę dobrzy goście, a do tego trzeba czasu i talentu! Ponieważ robię na atarce grafikę, to posłużę się przykładem, który jest mi bliski. Na rzęchu grafiki można jako tako nauczyć się w 3-4 m-ce, na grzybie aby być w miarę dobrym trzeba na naukę poświęcić z 2-3 lata! To nie jest już prostackie stawianie pixli - trzeba mieć obcykane kilkanaście programów do edycji, obróbki, retuszu, konwersji obrazu! Ba! Samo zrobienie dobrej palety kolorów jest nie lada problemem! Po prostu trzeba zacząć wszystko od zera nie łudząc się, że zaprocentuje doświadczenie z atarki. Atarowcy o scenie pc myślą tak jak dziewica o pierwszym stosunq: i chciałaby i się boi...

      Ja scenę pc olałem z lenistwa, ale nie ukrywam, że chciałbym na niej zaistnieć i zdobyć taką pozycję jaką mam na XE (czyli żadną).

Głupia T|ta

Od redakcji: Ze względu na to iż artykulik ten jest strasznie króciutki postanowiliśmy go połączyć wraz z kolejnymi zdaniami na ten temat, które wyrazili Zbycho Jabol oraz Mateoos.

  

      Poruszony przez Titusa problem jest wręcz niesłychanie kontrowersyjny i myślę, że wielu sprowokuje do wypowiedzi, co ja czynię już.

      Uważam, że postęp jest nieunikniony i wszyscy któregoś pięknego dnia ustawimy na swoich biurkach, stolikach, segmentach, ławach, podłogach (niepotrzebne skreślić!) inne niż Atari XL/XE komputery. Człowiek po pierwszej facynacji komputerem powinien przy wszelkich zmianach kierować się już jakimś rozsądkiem. Jeżeli ktoś potrzebuje zwykłej maszyny do pisania to mały atarczak powinien mu wystarczyć do końca życia...

      Jednak wszyscy widzimy jego braki w porównaniu do innych komputerów i jakiekolwiek okrzyki w stylu ATARI FOREVER są troche śmieszne. Później co najwyżej może być człowiekowi trochę głupio. Usiłuję sobie teraz, na przykład, wyobrazić minę ZBX Virusa byłego członka byłej grupy Pentagram, który to na naszej scenie słynął z okrzyku "ATARI MÓJ BÓG!", a teraz czyni odpowiednie wysiłki aby jakoś zachować twarz wśród znajomych, po przesiadce na PC'ta.

      Czy "wybić" się na scenie PC'towskiej jest trudniej niż na XE? Myślę, że tutaj Titus absolutnie nie ma racji! Działa chyba raczej zasada, że na bezrybiu i rak ryba! Jeśliby przyjąć, że obecność na Copy Party stanowi jakiś wskaźnik wielkości sceny, a dla urealnienia przyjąć mnożnik wynoszący (żebym czasem nie przesadził...) powiedzmy 2 to możnaby (oczywiście ze sporym błędem) założyć, że ilość użytkowników Atari XE w Polsce oscyluje koło 400(?) Nie dysponuję niestety żadnymi danymi statystycznymi dotyczącymi użytkowników komputerów klasy PC, ale myślę, że nie ma to specjalnej różnicy przy tak teoretycznych rozważaniach, przyjąć liczbę PC'towców podłączonych do Internetu na 40 milionów to proporcja wynosi 1 do 100 tys. Nawet jeśli te proporcje są tylko w jakiejś części prawdopodobne to rzeczywiście Titus ma absolutną rację!

      Przeczytałem kiedyś wypowiedź faceta, który swojego czasu był klasyfikowany jako jeden z najlepszych amigowskich muzyków (nie Polak! A xywy nie pamiętam) w czasie swojej największej świetności dysponował zbiorem, w którym same sample różnych instrumentów zajmowały około 300 MB! Jak się to ma do naszych muzyków? Wprawdzie Amiga to nie Atari, ale znam gościa, który pretendując do miana muzyka nie posiada nawet samplera!

      Oglądając swoich znajomych, którzy to poprzesiadali się na pecety zauważam zaprzestanie jakiejkolwiek działalności oczywiście twórczej. Odnoszę wrażenie, że jeśli chodzi o pecety, nie jest możliwe prowadzenie jakiejś działalności w piwnicy, czy na strychu, bo pojedyńczy amatorzy nie mają żadnych szans przebicia się przez grubą warstwę zawodowców, wspomaganych nierzadko przez producentów sprzętu, zresztą kto wie?

      Chciałbym zakończyć jakoś opytmistycznie. Titus, jak sam się przyznał publicznie, olał scenę pycy z lenistwa, ja z biedy. W warunkach w jakich w tej chwili się znajduje, zwyczajnie nie stać mnie na zabawkę za ileś tam tysięcy złotych. Póty co, wystarcza mi zabawka za tych parę złotych... Nie podchodzę do sprawy tak ambitnie jak Titus, bo nie zależy mi na "pozycji scenowej", której to nie mam ani na tej scenie, ani na tamtej.

Zbycho Jabol/Dial

  

      Zostałem poproszony o wypowiedź w poruszonej tu sprawie. Cóż.... Długo zastanawiałem się, co napisać. Dlaczego? Bo sprawa jest bardziej zaplątana niż wydawać by się mogło. Jako że zapowiada się na nieco dłuższą pogawędkę, przynieście sobie herbaty, jakieś ciasteczka, usiądźcie wygodnie... Wygodnie? No to zaczynamy.

      Wydaje mi się, że nie można jasno i zwyczajnie określić, dla kogo odpowiedni jest jakiś komputer. PC'ty to uznany standard, niestety trzeba to przyznać... Gdzieś na górze padło stwierdzenie, że do pisania tekstów wystarczy Atari. Racja! Wystarczy, ale jeśli trzeba coś PIĘKNIE wydrukować, jeśli trzeba do tekstu dołączyć grafikę, najlepiej kolorową, to idziemy potulnie do PC'ta! Ja wiem, że na małym Atari można drukować, wiem, że dość ładnie, że nie wygląda to źle, druk jest czytelny, jest wiele opcji wydruku, można tak, można na skos, można z podkreśleniem... Niestety, na PC'tach można więcej i dlatego na całym świecie używa się grzybów.

      Należy pamiętać, że wiele osób traktuje swój komputer jako wyznacznik jego bogactwa: "ostatnio wydałem pięć baniek, bo brakowało mi pamięci", "idę sobie kupić nową grę za 200 złotych", "cholera, znów muszę wydać kilkanaście baniek, wyszedł nowy procesor" i tak dalej. Kiedy spotyka się dwóch grzybiarzy - dupków (typowych userów, którzy czasem gubią się w Windows'ie) a najlepiej, jakby mieli oni poniżej 15 lat to pierwsze pytania brzmią: ile kosztował Twój komputer i kogo jest szybszy. Ach, jak to miło odpowiedzieć na pytanie: "dlaczego nie robisz prawa jazdy" takim tekstem: "e, bo wydałem czterdzieści baniek na komputerek".... Pada następne pytanie: "to dlaczego tyle dałeś?" - "A, bo czasem lubię sobie pograć...". Dla mnie to jest czysty snobizm, a ludzie, którzy kupują najlepszy sprzęt, aby tylko pokazać, że ich na to stać to dupki... Idą tacy potem do sklepu i proszą o pierwszą lepszą grę z instrukcją wczytywania...

      No, ale fakt jest faktem - komputer często jest potrzebny - rachunki, jeśli ktoś prowadzi firmę, ale "firmę" a nie budę z rybami na targowisku. Jeśli ktoś redaguje jako taką gazetę z barwną oprawą; jeśli ktoś jest jakimś inżynierem i na komputerze wykonuje stosowne obliczenia - to rozumiem. Dla takiego człowieka czas to pieniądz, a komputer znakomicie ułatwia mu sprawę. A że PC jest de facto najlepiej oprogramowany i sklepów i literatury jest po nos - no to taki inżynier z biznesmenem kupią sobie PC'ta, bo ich na to stać, bo im pomoże to w pracy...

Śmieszą mnie tylko te 14-letnie dzieci, które nie mają innych problemów jak przejść dinozaura w trzeciej komnacie albo jak wykończyć Kitanę w Mortalu.

      Zawsze mówiłem, że ja NIE CHCĘ PC'ta! To nie jest błąd, ja nie chcę, aby na moim biurku, zamiast malucha, stał jakiś grzyb. Po pierwsze, musiałbym co pół roku wykładać masę pieniędzy na byle pierdółkę; po drugie - każda gra ma swoje wymagania i np. przy tej karcie dźwiękowej gra, ale jak coś tylko zmienię w konfiguracji to już wyjdzie kaszana; no i miesiąc z głowy, a może i mniej...

      Pierwsze dni to nie tyle fascynacja sprzętem, ale obejrzenie tych wszystkich "sławnych" rzeczy. Później (przynajmniej u mnie) przyszła by kolej na edytor tekstu, edytor graficzny, potem pobawiłbym się muzyką... Później grałbym namiętnie przez dwa tygodnie, a po tych dwóch tygodniach zatęskniłbym za listem od znajomego Atarowca (stojąc w kolejce po nową grę za 299.99 złotych) I na co to wszystko?

      Teraz scena - czy łatwo się na niej przebić? Hm... Moim zdaniem nie jest to aż takie łatwe, chociaż styczności z takową sceną nie mam, nie znam obyczajów panujących na PC-scenie, więc nie będę się wypowiadał. Wydaje mi się tylko, że im większa scena, tym większa konkurencja (chyba, że scena PC składa się z użytkowników Windows!), tym ciężej się przebić tym najlepszym! To jest cholernie logiczny wniosek! Przecież to takie proste: jeśli jest 100 muzyków i każdy dąży do doskonałości, to nie jest chyba łatwym zadaniem znaleźć się np. w pierwszej dwudziestce... Chyba, że ktoś ma talent. Z kolei na scenie Atarowskiej jest łatwiej, gdyż jest mniejsza konkurencja --> co znowu nie jest takie przyjemne! Muszą być grupy, które podkręcają poziom!

      Jeszcze jedna dygresja. Jabol napisał, że zna gościa, który pretenduje do miana muzyka, a nawet nie ma samplera. Hm (po raz trzeci). Jabol ten sampler ma - a jest koderem. Kiedy trzeba było zrobić sampla do intra Crazy Zine #2 - zrobił. Wydaje mi się, że nie każdy muzyk MUSI mieć sampler. Oczywiście, powinien mieć, jeśli ma zamiar z niego korzystać! Tylko że nie zapominajmy, że sample krążące po scenie nie są kogoś prywatną własnością, prawda? Dlaczego koderzy używają playera Jaskiera? Bo po to on jest! Dlaczego autorzy muzyczek nie zabraniają używania swoich sampli? Bo to nie jest własność prywatna, chyba że ktoś zsampluje swoją xywę, ale tego jeszcze nie spotkałem. Ze mną jest taka sprawa, że uwielbiam bawić się MOD'ami. Podkreślam słowo BAWIĆ SIĘ, gdyż muzykiem nie jestem i nie będę! Wiadomo, MOD'y, 8-bitowe sample... I co? Jak mam takie sample skombinować? Sorry, nie mam Amigi w domu. Zresztą można do tej sprawy podejść nieco inaczej. Dlaczego nie wszyscy graficy mają myszy i tabliczki graficzne? Dlaczego nie wszyscy swapperzy mają skrytki pocztowe? Bo radzą sobie w ten sposób, że nie potrzebują tych rzeczy. Oczywiście - jeśli tylko będą mieli na to pieniądze i chęci, na pewno ci ludzie sobie kupią co będzie im potrzebne. Czy muzyk bez samplera staje się gorszym muzykiem? Czy swapper bez 100 kontaktów i osobistej skrytki pocztowej jest słabym swapperem? Czy grafik bez myszki to nie grafik? Każdy pracuje na tym, na czym mu wygodniej! Pamiętajmy, że są jeszcze ludzie z monitorami monochromatycznymi! A co oni mają powiedzieć? Czy oni nie powinni oceniać dem i zinów tylko dlatego, że nie widzą kolorów? Wracając do muzyki --> nawet najlepszy sampel, zsamplowany najlepszym, cudownym samplerem, nie zastąpi artyzmu muzyka, jego stylu. Chyba,że cała muzyka jest jednym wielkim samplem... Właśnie taki utworek widziałem u Tarżana na Amidze -> dosłownie dwa sample, dwia patterny...jakaś okrojona wersja songa z Policjantów z Miami... :)

Cholera ! Miało być o czym innym... Pewnie moje dotychczasowe bzdury zostaną wycięte. Cóż...

      Starałem się jak do tej pory nie ślubować wierności Atarce, jednak trzyma mnie na tej scenie fakt, że dzięki temu "złomowi", jakim jest Atari, poznałem wielu wspaniałych ludzi i nauczyłem się czegoś. Jeśli nawet za kilka lub kilkanaście lat kupię sobie grzyba, to nie skończę z Atarką, dopóki będę miał chociaż jednego znajomego z tym komputem...

Dobra, kończę, bo zaczyna być sentymentalnie. Fuck users!

Mateoos