Sceny PC i Amigi - dokąd zmierzają?


      Pomimo, że Zbycho Jabol zapowiedział, że pierwszeństwo do Seriousa mają artykle dotykające tematu atarki, postanowiłem napisać txt o aktualnym stanie i perspektywach sceny PC i Amigi.

      Jak wiemy, scena Amigi jest najstarszą (po scenie C-64) z istniejących na świecie. Pomimo tego obecnie mają na niej miejsce zjawiska identyczne lub podobne jak na scenie peceta, która liczy sobie zaledwie około 5 lat.

      Z lektury magazynów dyskowych ukazujących się na tych scenach można się dowiedzieć ciekawych rzeczy. I tak np. instytucja swappera praktycznie przestała istnieć. Zamiast wysyłać sobie stuff i pisać listy ludzie ściągają nowości z internetu. Sposób szybki, ale zabójczy dla sceny, której fundamentem jest friendship. Zanikają kontakty pomiędzy scenowcami, ew. ograniczają się do rzadkich pogawędek na IRC (to kosztuje!). Nie tylko moim zdaniem internet powoli aczkolwiek skutecznie przyczynia się do ukatrupienia sceny. Nawiązując do atarki wypada zaznaczyć,że kilka grup aktywnie żyje na sieci (Taquart, Tight, Cobra, Shadows itp.). Od jakiegoś czasu powstają grupy, których członkowie rozrzuceni są po całym świecie i kontaktują się tylko poprzez sieć. Grupy takie nastawione są praktycznie tylko na produkcję stuffu - friendship jest praktycznie niemożliwy (inaczej niż tzw. local group, której członkowie mieszkają w jednym mieście).

      Kolejnym gwoździem do trumny sceny peceta może być wspaniały system operacyjny Windows'95 (a za chwilę '98). Większość koderów jest zgodna co do tego, że system ten nie nadaje się do pisania dem. Dzisiaj jeszcze są ludzie, którzy poza windozą instalują starego MS-DOS'a, ale wkrótce DOS przejdzie do historii informatyki. Ludzie nie będą trzymali systemu tylko po to by odpalić demo, czy maga. Albo więc koderzy nauczą się robić dema pod dołami, albo scena zdechnie. Kolejna sprawa - komercja na partiach. W obecnych czasach wszystko jest komercyjne i sponsorowanie party przez bogatą firmę nie jest naganne. Naganne jest robienie produkcji na party, tylko z myślą o zwycięstwie i zgarnięciu pokaźnej sumki za czołowe miejsce. Scena staje się kolejnym sposobem zarobienia niezłego szmalcu (zarówno na PC jak i Amidze). Ludzie produkują CD'ki z Scene Stuffem, robią koszulki z logosami itp. Na party przyjeżdża kupa ludzi i aż prosi się by trochę ulżyć ich kieszeniom!

      Do tego wszystkiego dochodzi całkowity brak kreatywności scenowców. Dema wyglądają tak samo, mają taką samą muzykę, te same ograne efekty, ten sam beznadziejny design itd. Dzisiaj np. reklama Pepsi czy Reeboka może być o wiele bardziej pasjonująca i ciekawa niż demo (i przeważnie jest). Z drugiej strony trudno się dziwić - jak jeden lub dwóch koderów na nieprofesjonalnym sprzęcie może zrobić coś lepszego niż sztab ludzi z najlepszym sprzętem i masą pieniędzy.

      Do tego wszystkiego upadają scenowe "ideały", czyli sztywne granice, których scenowcom nigdy nie wolno było przekraczać, pod groźbą ostracyzmu lub ignorancji ze strony reszty sceny.

Koderzy - ściąganie cudzych procedur z internetu jest w chwili obecnej czymś normalnym. Są ludzie, którzy nie potrafiąc samodzielnie napisać procedury poziomego scrolla wypuszczają demo z phongowanymi wektorami, landscape'ami, bump-mapami itd. Nie wymyśla się już nowych efektów. Kiedyś to było inaczej: najpierw ktoś wymyślił scrolla, potem inny gościu ploter, ktoś inny plazmę, potem track-scrolla, potem druciane wektory, itd. W chwili obecnej dema zatrzymały się na kilku odmianach wektorów, z mniejszymi lub większymi, mutacjami. Warto też wspomnieć o nagminnym już procederze wykorzystywania w demach obiektów 3D pochodzących z programu 3D Studio.

Graficy - coraz powszechniejsze jest skanowanie grafiki. Co więcej na gfx compo wystawiane są prace, których autorzy przyznają, że dany obrazek zeskanowali i podretuszowali. Chodzi tu głównie o wszelkiego rodzaju twarze. Nawet osławiony Lazur wykorzystuje cudze obiekty by na ich podstawie malować "swój" obrazek.

Muzycy - moda na techno nie przemija. Często techno staje się parawanem dla braku talentu, czy nawet słuchu danego delikwenta. Ludzie robią ekstremalne łupu-cupu, a scena to konsumuje, bo prawdziwi muzycy w rodzaju Scorpika są gatunkiem ginącym. Wycinanie cudzych sampli czy całych sekwencji jest już normalką.

Te wszystkie zjawiska zsumowane razem niezbyt dobrze wróżą tym scenom na przyszłość. Scena ewoluuje. Pytanie tylko w jakim kierunku i jak głęboko zajdą zmiany. No i dla nas najważniejsze - czy scenę atarka zmiany również dosięgną? Moim zdaniem tak, ale będą to zmiany inne, spowodowane innymi czynnikami (dosyć dokładnie opisał to Jabol w #1 Serious'a).

      W jakim dokładnie kierunku pójdą sceny nie można dzisiaj odpowiedzieć - zbyt wiele czynników ma na to wpływ, a scena łatwo się "ugina" pod nowymi trendami i modami, gdyż jest tworem bez odgórnego zarządzania, doskonale demokratycznym i samoorganizującym się. Niestety, większość ludzi jest zgodna co do jednego: takiej sceny jak była kiedyś nigdy już nie będzie.

tita/scg