Sceny dzień powszedni


      Artykuł ten powstał pod wpływem bliskiego tematycznie textu kolegi Zbycha Jabola, który mogliśmy przeanalizować w pierwszym numerze tego magazynu.

      Właściwie to chciałem go napisać już dawno, ale dopiero teraz udało mi się ten "projekt" sfinalizować. A może dopiero teraz dojrzałem do jego napisania. No coż zobaczymy. Mam tylko wielką nadzieję, iż starczy mi inwencji twórczej aby go ukończyć.

      Aby zachować obiektywizm i dobry punkt odniesienia długo przyglądałem się sytuacji jaka panuje na scenach: amigowej i pecetowej. Jak się okazuje sytuacja tam panująca ma dość mocny wpływ na to co dzieje się u nas.

      Oczywiście jakiekolwiek porównywanie tych scen do naszej jest z załóżenia alogiczne. Chodzi o to iż problemy z jakimi one się stykają są podobne. Na pierwszy ogień weźmiemy sobie Amisię. Platforma ta jeszcze parę lat temu zajmowała wiodącą pozycje w Europie. Amiga z powodu swej znakomitej jak na owe czasy grafiki i niezłej jakości muzyki znalazła bardzo wielu zwolenników i orędowników. To na Amidze właśnie powstała i rozwijała się największa scena komputerowa. Tu właśnie wykształciły się podwaliny przyszłych pojęć scenicznych. Niestety, technika idzie do przodu i część ludzi z czasem zaczęła przechodzić na komputery klasy PC. Oczywiście pozostała spora grupa ludzi, którzy zostali wierni przyjaciółce i nie poszli za obowiązującą modą i przyjętym trendom. To właśnie ci ludzie poprzez wielki friendship. Tak właśnie stawiono czoło zapecetowieniu świata. Z czasem do nich powoli dołączali następni ludzie którym niespodobała się instytucja zwana potocznie "Komputerem Osobistym". Człek który wcześniej stykał się z systemem który nie stawiał głupawych problemów, po przeniesieniu się w towarzystwo WIN-a, tracił światopogląd. Niestety jakiś bliżej nie określony przypadek (to na pewno nie była wola niebios) spowodował, iż stał się ogólnoświatowym standardem. A jak ma się scena amigowa dzisiaj???

      Jest zdecydowanie mniejsza niż kiedyś ale bardziej zwarta. Znajdują się na niej ludzie, którzy od lat są już z Amigą i za jej pomocą tworzą wręcz niebywałe rzeczy. Aby ludzie trwali przy swoim sprzęcie bardzo potrzebny jest w miarę aktywny rynek oprogramowania. Na swoje szczęście Amiga takowy posiada. Dawno co prawda minęły dni, kiedy świat zalewał potok gier i innych programów. Dzisiaj nawet na zachodzie wydaje się soft na jakość, a nie na ilość (hi L.K.Avalon). Oczywiście same wymagania sprzętowe i na tym sprzęcie wzrosły. Czasy kiedy prym wiodła wysłużona A500 bezpowrotnie mineły. Teraz minimum na scenie amigowej jest A1200, proc 030 i jakaś ósemeczka fastu. No i sama technologia Amigi po wielu nieprzyjemnych perypetiach ma nowego właściciela, który próbuje tchnąć w nią odrobinę świeżości i nowoczesnośći. Obecnie scenowcy widzą swoją przyszłóść w procesorku PPC czyli w technologii riscowej. Procesory te montowane są od pewnego czasu w PowerMac'ach. Bardzo życzliwym okiem patrzą też na nowe procesorki G3, przy których pentaxy wymiękają.

Jak to będzie oczywiście pokaże niezastąpiony czas. Na razie amigowcy muszą walczyć z negatywnymi tendencjami które burzą scenową harmonię. Są to jak to bywa na zlotach; rozpijanie się wiary, chodzenie na łatwiznę (kłania sie tu Photoshop i ArtEffect) i jakby nie było zapatrzenie na PC.

Uwaga! Teraz będzie o pececie.

      Od czasu kiedy klon trafił z biur pod strzechy naszych domów, próbowano z niego zrobić uniwersalną maszynę do wszystkiego. Konsekwencją tego było iż znalazła się rzesza ludzi która zatrudniła klona do zadań scenowych. Niestety, ta bezduszna maszyna, której korzenie tkwią między kalkulatorem a maszynką do liczenia pieniążków, nie bardzo nadaję się do takiej specyficznej działalności. Ludzie którzy ją posiadali z zazdrością patrzyli jak rzecz się ma u konkurencji (Amiga) i na siłę próbowano przenieść to do siebie, jednocześnie odcinając się od prawdziwego źródła pochodzenia...

      Z czasem sprzęt robił się co raz szybszy i co za tym idzie negowano coraz bardziej inne platformy. Niestety takie cuda nad Wisłą na Amidze jak Rise by TRSI, czy też Relics by Nerve Axis zachwiały światopoglądem pecetowych scenowców. Dzisiejsza scena grzybowa jest całkiem spora. Na party potrafią wystawić np. 12 demek, z czego 10 to fejki, albo nie wiadomo co jeszcze dziwniejszego. Największym problemem tej sceny również jest jej rozpijanie. Oczywiście dotyczy to głównie, a może wyłącznie polskiej sceny.

      Lamerstwo to też domena grup pecetowych. Graficy miast rysować po pixelu, seryjnie tworzą "obrazki" przy pomocy gotowego GIF-a, Photoshopa i mnóstwa filtrów. Muzycy ciachają całe kawałki utworów, nie wysilając się w cale, korzystając nawet z gotowych, wykorzystanych już wcześniej przez innych scenowców sampli. Jestem ciekaw kiedy zaprzęgną do roboty, szeroko reklamowane przez komercyjne stacje TV, programy muzyczne, za których pomocą tworzyć można "profesjonalne" utwory małym nakładem sił. Gdzie tu jest profesjonalizm, skoro bazujemy na gotowych samplach w formacie WAV? Gratulacje! Tak dalej a sami się wykończycie.

      Tyle obszernych wywodów o Amidze i PC. A gdzie w tym wszystkim jest nasza Atarynka??? Ano jest i to całkiem niedaleko. Nie będę tu się rozpisywać o scenowym pijaństwie. Nie moja sprawa, że ktoś przyjeżdża na party aby się nawalić. To jego prywatna sprawa, ale źle to o nim świadczy. Daje tym świadectwo o swoim zainteresowaniu sceną. Sprawą bardzo ważną jest to, iż ostatnio soft pisze się prawie wyłącznie z myślą o party. Pomijam też fakt, który budzi sporo kontrowersji. Fejki bo o nich mowa to dziś duży procent programów. Ja osobiście mam nie co inny pogląd w tej sprawie. Wychodzę z założenia że lepiej pisać fejki, niż nie robić nic lub przesiąść się na grzyba. Of coz są pewne granice. Teraz parę słów o szczęśliwcach którzy posiadają oprócz ataryny i inny sprzęcior pod swoim dachem. Jeżeli jeszcze taki ktoś nie został zbałamucony piękną grafiką, super muzyką czy też "wspaniałymi" grami ma szanse pozytywnie wykorzystać go przy swojej pracy na 8-miu bitach. Można go zamienić na wspaniałą bazę wypadową dla naszej platformy. Grafiki, muzyka i inne ciekawe rzeczy leżą u naszych stóp. Niewiadomo jak długo będziemy jeszcze ciągnąć wózek, który zwie się "małe Atari". Przyszłość rysuje się niestety w bardzo szarych kolorach. Na nową generację nie możemy, chyba zbytnio liczyć. Kolejne pokolenie po nas wychowane jest w "kulcie" peceta. Jeżeli uczy się kogoś takich bzdur, że pascal jest rewelacyjnym językiem, a Windows super stabilnym systemem, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Po za tym większość dzisiejszych, młodych ludzi zna atarkę tylko z opowieści. Wiem, że brzmi to tak jak bym był jakimś starym dziadkiem i powoli żegnał się z ziemskim padołem, ale taka jest niestety rzeczywistość. Dlatego też powinniśmy, gdy tylko nadarza się okazja, swoiście zareklamować takiemu młodemu człowiekowi nasz sprzęt, który kiedyś tak jak dzisiaj maszyny 32-bitowe wiódł prym na rynku. A my sami? No cóż,pozostaje nam ciągnąć ten wózek dalej, z tym że teraz cały czas będzie pod górkę.

GEPARD/Dial

PS. Spodziewajcie się kontynuacji. A może tak polemika???