Jaki ten świat jest głupi - WIN'98


      Jest wrzesień anno domini roku 1997. Czyli jesteśmy już jakiś czas (ojojoj!) po światowej premierze super stabilnego systemu operacyjnego firmy MICRO$OFT. Mając w pamięci szok jaki spowodował jego poprzednik z roku 95 przygotowany byłem na prawdziwą rewolucję. I powiem szczerze; nowa Winda zwaliła mnie z nóg. Oczywiście trzeba w tym miejscu sprostować że winda w ogóle nie jest rasowym systemem operacyjnym tylko durną nakładką. Pełna definicja sloganu WINDOWS wygląda tak:

      Wielka
      Indywidualna
      Nakładka
      Definitywnie
      Opóźniająca
      Wszelkie
      Sprawy

      Jak to miało miejsce przy wersji 95 i tu mamy do czynienia z mnóstwem bugów o mniejszym lub większym znaczeniu. O jego stabilności może świadczyć fakt iż nawet w czasie oficjalnej premiery na targach Comdex'98 w obecnośći pana B.G. Win na oczach tysięcy dziennikarzy zaprezentował jeden ze swoich kilku tysięcy requesterów informujących o błędach i przeszkodach.

      Kilka tygodni później koncern pana G. przyznał sie oficjalnie do pierwszego poważnego błędu w windzie. Mianowicie kiedy restartujemy komputer między godziną 23.00 a północą możemy liczyć się z tym, że system zamieni dzisiejszą datę na datę z przed 2 dni lub na datę jutrzejszą. W następstwie tego, wszystkie programy typu organizery czasu zaczynają wariować.

      Podobnie dziwnie ma się sprawa z Corelem 7. O ile na win'95 działał on przyzwoicie to w towarzystwie wersji 98 zaczyna wariować. Wystarczy dwa razy kliknąć na którąś z funkcji, a spowodujemy crash. Zaraz po tym możemy myśleć o ponownej instalacji Windowsa. Corel 7 jako program nie jest jedynym, który źle współpracuje z nową windą. Procent takich oporniaków jest dosyć wysoki. Ale do takich rzeczy koncern z Redmont już nas przyzwyczaja od kilku lat. W sumie nie mogę wyjść z podziwu, że taki BUBEL opanował cały świat, stając się standartem. Na szczęście zawsze można liczyć na kogoś kto będzie chciał upuścić Micro$oftowi trochę krwi. Jeszcze nie zamilkły echa sądowych bojów pana B.G. z firmą Netscape, a już ma on kolejny orzech do zgryzienia. Otóż firma SyNet oskarżyła jego koncern o bezprawne posługiwanie się nazwą "Internet Explorer", którą to firma SyNet posługiwała się na długo przed Micro$oftem... (braaaavo!). Na koniec powiem tylko że usilnie czekam na WINDOWS 2000 (lub 2001) i aż strach pomyśleć co zostanie mi zapodane i jakie kosmiczne konfiguracje niezbędne będą do odpalenia tego "stuffu" (przy win'98 potrzeba 32 MB Ram (co jest absolutnym minimum) i kilkaset megasów na twardziela (z czego sporo na tzw. wirtualny dysk; czyli po atarowemu ramdysk). Po prostu pecet...

Na samiuteńki koniec opowiem Wam dowcip:

      Do serwisu wchodzi klient i mówi:
      - Używam Windows'98

      Serwisant odpowiada:
      - Tak.

      Klient mówi dalej:
      - Mój komputer nie działa.

      Na to serwisant:
      - Tak. To już pan powiedział...

I to by było na tyle.

Gepard/Dial