MFE, drugie podejście


TD>
Mathafucker Editor V3.1
(c) 1998 by MADTEAM
author: Madman, Psychol
      Jak wszyscy widzą rozpocząłem pisanie tego artykułu od umieszczenia na jego początku czołówki z pliku dokumentacyjnego edytora tekstu Mathafucker. Moje pierwsze wrażenia, spisane na gorąco, tuż po zapoznaniu z tym edytorem zawarte są w pliku ARTYKUL.MFE do lektury, którego bardzo zachęcam. Można tam od razu zobaczyć przykłady wspaniałych możliwości tegoż edytora.

      Ponieważ ten tekst tworzony jest znacznie później niż ARTYKUL.MFE, więc będzie zawierał tylko niektóre z moich odczuć z pracy z Mathafucker'em. Ponieważ zgodnie z obietnicą zawartą w ARTYKUL.MFE zwróciłem się listownie do kol. Madman'a czyli Tomka Bieli, to w tekście tym zawieram także moje uwagi związane z odpowiedzią Madman'a na mój list.

      Przedewszystkim, to chciałbym serdecznie podziękować Madman'owi za jego błyskawiczną reakcję na moją prośbę. Dlaczego takie dzięki? Otóż Madman jest pierwszym i jedynym z autorów, do których się zwracałem z podobnymi prośbami, który zechciał odpowiedzieć na mój list. Chciałby tu podkreślić fakt, że zostałem "potraktowany" przez Madman'a bardzo poważnie i w sposób szalenie sympatyczny. Dosyć kadzenia reszta uwag później...

      Na podkreślenie zasługuje fakt, że w chwili kiedy kontaktowałem się z Madman'em dysponowałem wersją 3.0 edytora Mathafucker, a autor w swoim liście do mnie podesłał mi już nową ulepszoną wersję edytora noszącą numer 3.1. Wersja ta w stosunku do poprzedniej miała znacznie poprawione procedury obsługi klawiatury, które to w wersji 3.0 pracowały w sposób beznadziejny, zmuszając człowieka do bezustannego poprawiania zupełnie przypadkowych (bezprzerwy podwójne literki - zwłaszcza "polskie") błędów.

      Niestety nie była to jedyna wada tegoż edytora. Dużym mankamentem jest brak możliwości wykonywania jakichkolwiek operacji blokowych i uwaga! Zarzut najcieższego kalibru, brak możliwości wydruku zredagowanego tekstu! Wprawdzie drukarka nie jest standardowym wyposażeniem znajdującym się na biurku każdego "małego ataryniarza", tymniemniej edytor zawsze pozostaje edytorem! Wprawdzie w swoim liście do mnie Madman informował mnie, że osobą odpowiedzialną za procedury umożliwiające wydruk był Psychol i coś tam nie wyszło, ale jednocześnie deklarował w nieokreślonej przyszłości liwidację tej niedogodności. Zważywszy na fakt, że Madman bardzo poważnie traktuje swoje "dzieło" i cały czas pracuje nad jego ulepszaniem można założyć, że nie są to czcze obietnice.

      Zauważyłem jeszcze kilka wad, już znacznie mniejszego kalibru,ale zasługujących na wyciągnięcie ich na światło dzienne. Otóż edytor ten ma wbudowaną opcję "help", która to uaktywnia się po naciśnięciu klawisza "HELP". Dla danych potrzebnych do obsługi tej opcji zajmowany jest jeden z banków dodatkowej pamięci. Operacja ta (wykorzystanie dodatkowego banku pamięci) wykonywana jest chyba trochę "na oślep" bo próba wywołania opcji "help" podczas pracy edytora pod nadzorem SpartaDOS X powoduje zawieszenie całego systemu. A jak to odziaływuje na ramdysk? Jeśli już jesteśmy przy pracy pod nadzorem SpartaDOS X to odpalenie edytora powoduje zatrzymanie pracy zegara sytemowego. Czas staje w miejscu. Jest to trochę przykre dla tych, którzy lubią mieć zapisaną godzinę i minutę stworzenia jakiegoś pliku tuż przy jego nazwie. Inną dosyć poważną wadą (daję słowo, że to już koniec wad!) jest bardzo "licha" instrukcja obsługi tegoż edytora. Polecam autorom przestudiowanie i porównanie swojego produktu z instrukcją Panthera (również publikowaną w tym wydaniu maga) lub z instrukcją TFM'a także znajdującą się w tym magu.

      Teraz już jak odfajkowaliśmy wady, to możemy przejść do zalet. Pierwszą, rzucającą się w oczy zaletą tego edytora jest możliwość używania czterech dowolnych fontów na raz widocznych na ekranie! Wprawdzie inne edytory (np. wzmiankowany Panther) mają możliwość edycji tekstu przy pomocy dowolnego fontu, ale tylko jednego na raz! Jednak w jednej lini tekstu może występować tylko jeden rodzaj fontu. Oczywiście w przykładowym ARTYKUL.MFE wykorzystałem tą zaletę edytora umieszczając fragment tekstu pisany cyrylicą.

      Drugą bardzo ciekawą zaletą tegoż edytora jest możliwość umieszczania grafiki wraz z tekstem. Oczywiście elementy graficzne muszą odpowiadać pewnym wymogom. Szerokość nie może przekraczać 12 bajtów, a wysokość 99 lini. W opisie edytora Mathafucker 3.0 Madman poza zawartymi na dysku dystrybucyjnym elementami graficznymi (znajdującymi się w pikach *.CUT) udzielał wszystkim dobrej rady w stylu: "radź sobie sam!". Oczywiście nie omieszkałem przejechać się po nim jak po łysej kobyle za taką postawę jako żywo przypominającą zamierzchłe czasy... W odpowiedzi na moje jęki (a może i bez nich też tak by się stało...) Madman wyposażył pakiet edytora o dodatkowy program umożliwjający wycięcie z pliku *.MIC dowolnego fragmentu i zapisanie go do pliku *.CUT. Program przeznaczony do tworzenia plików *.CUT został nazwany przez autora CUTCREATOR i jest bardzo łatwy w obsłudze. Właściwie każdy kto odpali tego proga nie powinien mieć żadnych problemów z jego obsługą. Tutaj jeszcze jedna ciekawostka. Otóż widząc brak CUTCREATOR w pakiecie edytora w wersji 3.0 kolega Jager postanowił zapełnić lukę i odpowiedni program napisać. Jager, który słynie z niespotykanej wprost rzetelności, mam nadzieję nie zrezygnuje (na widok CUTCREATOR'a) ze swojego zamiaru i znowu będziemy mieli do czego się czepiać... To oczywiście żart, ale ciekawy jestem innego rozwiązania tego problemu.

      Edytor Mathafucker umożliwia nam w procesie edycji tekstu, użycie do ośmiu elementów graficznych. Dosyć istotną wiadomością jest, że edytor podczas zapisu pliku *.MFE nie nagrywa do niego użytych do jego stworzenia plików *.FNT (do czterech na jeden plik) ani plików *.CUT lecz tylko informację o ich użyciu. W procesie odczytu pliku *.MFE edytor usiłuje odczytać użyte pliki *.FNT i *.CUT, a jeśli nie może ich odnaleść na dyskietce, żąda umieszczenia w stacji odpowiedniego dysku, na którym znajdują się nagrane poszukiwane pliki. Może być to przyczyną sporego zamieszania, ale zawsze można zrezygnować z odczytu plików *.FNT i *.CUT lecz trzeba mieć świadomość, że w takim wypadku efekty wizualne będą raczej nieciekawe.

      Wypadało by jakoś ładnie podsumować. Pisząc ten tekst nie miałem zamiaru dublować "instrukcji obsługi" napisanej przez autorów edytora Mathafucker. Moją intencją było zainteresowanie potencjalnego czytelnika do tego stopnia aby odpalił znajdujący się na tym dysku edytor Mathafucker i przy jego pomocy obejrzał sobi plik przykładowy ARTYKUL.MFE oraz został zmobilizowany do przestudiowania pliku dokumentacyjnego edytora. Jeżeli mi się to udało, jestem zadowolony, cel został osiągnięty.

      Jeszcze tylko dwa zdania. Otóż w swoim liście poinformował mnie Madman, że próbował ulokować tenże edytor w Internecie, niestety bez powodzenia. Przyczyną odmowy była "nieodpowiednia" nazwa proga. Madman prosił mnie, a ja przekazuję jego prośbę do Was: Jeśli ktokolwiek ma jakiś fajny pomysł na nazwę tego edytora, to proszę ją podpowiedzieć Madman'owi. Jedynymi warunkami jest to, że nazwa musi składać się z jedenastu liter, musi być sensowna i akceptowana przez "cenzorów" z Internetu. Wszyscy, którzy mają jakieś sensowne uwagi dotyczące tego edytora na pewno zostaną wysłuchani, gdyż Madman jest bardzo poważnie zainteresowany dalszym rozwojem tego proga. Każdy kto ma na to ochotę niech pisze do Madman'a pod adres podany na końcu pliku dokumentacyjnego Mathafucker'a.

Zbycho Jabol/IDP

Od Jager'a: Sorry Zbycho, ale nie napiszę nowego CUT CREATOR'a gdyż ten zupełnie dobrze spełnia swoje zadanie... tak więc nie będziesz miał do czego się czepiać...